Pomimo, że w sporej części swojego (nie tylko) zawodowego życia jestem związany z nowymi technologiami, to z jakiegoś rodzaju zadziwieniem patrzę, jak niektórzy za swoje telefony komórkowe płacą 2000 czy 3000 zł. Często są to te same osoby, które pytają się mniej, jaki najlepiej laptop do pracy kupić, tak do 1500… Sam kiedyś postawiłem sobie granice jeśli chodzi o zakup telefonu, że jeśli nie będzie to jakaś realna rewolucja, dzięki której moje życie faktycznie będzie miało szanse radykalnie zmienić się na lepsze, to za telefon mogę dać 800-850 zł, i to brutto. I nie wynika to ze skąpstwa, czy fraku funduszy, tylko… zdrowego rozsądku (moim zdaniem).

Dlatego też przez ostatnich kilka lat moim towarzyszem była Motorola Moto G pierwszej generacji, która dzięki alternatywnemu oprogramowaniu cały czas jeszcze dawała, ale… z coraz większym trudem. Z zakupem fajnego telefonu do „mojej maksymalnej kwoty” raczej też nie było problemu, bo pełno moich znajomych korzysta z rożnych wersji Xiaomi Redmi (3s, 4x) i są zadowoleni. Ale ja postawiłem sobie jeszcze jeden warunek – moduł NFC. A to już znacznie komplikuje sprawę, zwłaszcza, gdy z automatu odpadają wszelkie „używki”.

Huawei P20 lite (ANE-L21)

I tak sobie czekałem, czekałem… powoli myśląc, że być może trzeba będzie podnieść „troszeczkę” poprzeczkę, tak by załapać się na jakąś Nokię, czy Xiaomi z serii Mi, gdzie (często) NFC występuje. I tak sobie czekając i rozważając trafiłem na stronę The Insiders, na której ogłoszono nabór na testerów telefonu Huawei P20 lite. Kaucja 800 zł, i można przez miesiąc testować telefon. Po tym miesiącu albo zwrot urządzenia (do nich) i zwrot kaucji (do mnie), albo telefon zostaje u mnie.

Szybki rzut oka na specyfikację techniczną tylko mnie utwierdził, że to może być mój potencjalny następny telefon:

  • Ekran: TFT LCD (IPS), FHD+ 2280 x 1080 pikseli, 432 PPI
  • Chipset: HUAWEI Kirin 659 (4 x Cortex-A53 2.36 GHz + 4 x Cortex-A53 1.7 GHz)
  • Nawigacja: GPS i GLONAS
  • System: Android 8.0 z nakładką EMUI 8.0
  • Pamięć RAM: 4 GB
  • Pamięć na dane: 64 GB + obsługa kart pamięci do 256 GB
  • Przednia kamera: 16 M F/2.0
  • Tylna kamera: 16 M+2 M F/2.2
  • Bateria: 3000 mAh
  • Szerokość: 71.2 mm
  • Wysokość: 148.6 mm
  • Grubość: 7.4 mm
  • Waga: ok. 154 g (z baterią)

Do tego komplet łączności – 4G, 3G, 2G, LTE, WCDMA, GSM, WiFi 802.11 b/g/n/ac 2.4 i 5 GHz, Bluetooth 4.2 (BLE, aptX), oraz oczywiście NFC. Do tego chyba obecnie dość klasyczny zestaw najważniejszych czujników:

  • Czujnik Halla
  • Czujnik odcisku palca
  • Czujnik odległości
  • Czujnik światła otoczenia
  • Kompas
  • Czujnik grawitacji
  • Żyroskop

Uznałem, że zaryzykuje, i zgłoszę się na testera. Choć z założenia wiedziałem, że zadania testowe w stylu SPAMowania sklepów i mediów społecznościowych mniej lub jeszcze mniej użytecznymi opiniami to raczej nie moja bajka. Ale w końcu mam spory wpływ na to jakie telefony kupują moim bliżsi i dalsi znajomi, mam stronę internetową (WebInsider.pl) na której zdarza mi się nie tylko pisać o sprzęcie, ale również robić testy to… jakieś szanse mam. No i udało się… :-)

Całkiem nieźle… Zwłaszcza jak na 800 zł

Przyznam od razu, że jak za 800 zł to telefon zarówno patrząc na specyfikację, jak i na swój wygląd robi naprawdę bardzo, ale to bardzo dobre wrażenie (zwłaszcza, że z telefonem dostałem naprawdę wypasiony selfie stick). Mam jednak świadomość, że jego rynkowa cena zaraz po premierze oscylowała w granicach 1600 zł – i choć nadal w tej cenie można rozważyć zakup tego telefonu, to tu już jednak ma on całkiem liczną konkurencję.

Ale też można było się spodziewać, że wraz z kolejnymi miesiącami od premiery jego cena będzie spadać, bo nie jest tajemnicą, że seria P, a zwłaszcza modele „lite” są jednymi z najpopularniejszych u operatorów, a więc będą pozyskiwane „za złotówkę czy stówkę” (umownie, bo są to kwoty jednak sporo wyższe, zwłaszcza w niższych planach taryfowych), po czym będą trafiać na rynek, ściągając cenę w dół.

Obecnie jest to w okolicach 1200-1400 zł, i wydaje się, że jest to zakres, na którym ten telefon na jakiś czas może się zatrzymać, choć… nie można wykluczyć, że za 2-3 zaczną się pojawiać egzemplarze w cenie poniżej 1000. Ale tak działa rynek, i nie dotyczy to tylko tego telefonu, ale ogólnie całej współczesnej elektroniki…

Prawie cały ze szkła

Pewne moje obawy budziła szklana obudowa, a konkretnie plecy – obawiałem się, że telefon może z tego powodu niepewnie leżeć w dłoni, i bez jakiegoś szpecącego „kondoma” (pozdrawiam wszystkich miłośników tego typu „upiększeń” ;-)) się nie obejdzie, zwłaszcza przy choćby lekko wilgotnej pogodzie.

Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Co więcej – lekko wilgotne dłonie (palce) zdają się sprawiać, że telefon nawet jeszcze pewniej leży w dłoni, bo… szkło staje się jakby szorstkie.

Notch, czyli wcięcie

Wprawdzie iPhone X nie był pierwszym telefonem z tzw. notchem (wcięciem w górnej części wyświetlacza), ale nie da się ukryć, że wraz z jego premierą zaczęły jak grzyby po deszczu pojawiać się kolejne telefony z tego typu „ciekawostką projektową”. Tak też jest w przypadku telefonu Huawei P20 lite, który ogólnie… powiedzmy, że mocno przypomina iPhone X.

Jeszcze zanim telefon trafił w moje ręce miałem nadzieję, że da się to ustrojstwo wyłączyć, nawet jeśli wiązałoby się to z delikatnym zmniejszeniem rozmiaru wyświetlacza. I faktycznie da się to ustrojstwo wyłączyć:

Tyle tylko, że po krótkim czasie przyzwyczaiłem się do tego wcięcia tak, że nie tylko przestało mi ono przeszkadzać, co wręcz… zaczęło mi się w pewnym sensie podobać, i… zostało.

Dyskretna dioda powiadomień

Ważną rzeczą dla mnie jest dioda powiadomień – coś, dzięki czemu jednym spojrzeniem na wygaszony ekran wiem, czy wydarzyło się coś, co ewentualnie wymaga mojej uwagi (jakaś wiadomość, nieodebrane połączenie). W przypadku Huawei P20 lite o diodzie powiadomień na stronie producenta a i w internecie (W tamtym momencie, gdy decydowałem się na test telefonu) nie było jakichś specjalnie konkretnych informacji.

Na szczęście dioda powiadomień jest, znajduje się w głównej ramce, tuż nad notchem, po jego prawej stronie. Nie jest może tak widoczna jak np. w Moto G, ale daje radę, do tego świeci w kilku kolorach. Niby drobiazg, ale ważny… :-)

Lekko wykastrowany dual-SIM

Pewne zastrzeżenia mógłbym mieć ewentualnie do funkcji dual-SIM, ale na razie są one tylko teoretyczne, bo jeden SIM mi starcza. Nawet nie chodzi o to zamiłowanie do portów hybrydowych, co sprawia, że owszem dual-SIM jest, ale tylko wtedy gdy nie zamarzy nam się korzystanie z karty pamięci (albo karta pamięci, albo druga karta SIM).

Bardziej chodzi o to, że… obsługa drugiej karty SIM jest mocno wykastrowana jeśli chodzi o możliwości:

Druga karta sim: (tylko usługi głosowe, brak usługi transmisji danych): 2G (GSM)

Nie testowałem tego, ale tak twierdzi producent… Choć w ustawieniach telefonu jest niby opcja wyboru, z której karty mają iść domyślnie usługi głosowe, a z której transmisja danych.

Słaby głośnik, ale jest jack 3.5″

Chyba największe zastrzeżenia mam do głośnika. Nawet nie tyle, że jest on słaby – choć do najmocniejszych raczej też nie należy. Kwestia tego, że jest umieszczony w dolnej ramce, tak, że trzymając telefon w ręku (nie tylko poziomo) bardzo łatwo go zasłonić, i tym samym… tyle z dźwięku. Mam świadomość, że przy szklanych plecach, i ogólnie szkle zajmującym większą część powierzchni to zapewne byłą jedyna sensowna (i ekonomiczna) możliwość, ale fakt jest faktem (autentycznym ;-)).

Na szczęście producent zdecydował się na złącze Jack 3.5″, co obecnie powoli staje się coraz rzadsze. I choć często słucham audio na słuchawkach Bluetooth (a, P20 lite ma ponoć 2 moduły BT, by lepiej w jednym czasie współpracować z większą liczbą urządzeń), to są momenty, że bateria pusta, ja muszę wyjść z psami, i wtedy z kieszeni wyciągam zapasowe pchełki kablowe, lub… odpinam słuchawki z zestawu BT, bo i taką mam możliwość (Bluetrek Duo Stereo).

Nawigacja systemowa

Domyślnie system pulpit wyświetla w trybie „klasycznym”, czyli… nie takim klasycznym, przynajmniej jak ktoś nie korzysta z iOS (Apple) czy MIUI (Xiaomi), bo wszystkie ikony, wszystkich aplikacji znajdują się na pulpicie. Może to się podobać, ale ja zdecydowanie wolę na pulpicie tylko ikony tych aplikacji, które są mi na nim potrzebne (dodatkowo uporządkowane w katalogach). Z reszty jak chcę skorzystać, to wywołuje ich listę.

Na szczęście można to zmienić w ustawieniach, bez wgrywania alternatywnego „launchera”:

Oprócz zmiany trybu z standardowego na klasyczny można aktywować „przycisk wiszący”, który może uzupełnić lub zastąpić standardowy pasek nawigacji. Chwile się kółeczkiem pobawiłem, ale jednak szybko wróciłem do klasycznego rozwiązania.

Złącze USB-C

Telefon posiada złącze USB-C (choć gdzieś czytałem, że w standardzie USB 2.0, a nie 3.0), co oznacza, że do swojej kolekcji musiałem na szybko dokupić dodatkowe kable i przejściówki. W komplecie oczywiście jest jeden kabel (biały, tak jak ładowarka), ale jeden obecnie to za mało – powerbank, plecak, sypialnia, biurko… Można by mnożyć.

Przejściówka z mikro też się sprawdza (musiałem dokupić, a mogliby dawać w standardzie, choćby zamiast tych beznadziejnych słuchawek, co zawsze dokładają), bo jednak znajomi w większości cały czas mają microUSB, więc bez przejściówki nie pożyczę od nich ładowarki.

Ale tak, mam świadomość, że gdyby Huawei w P20 lite zdecydowałby się dać złącze microUSB zamiast USB-C, to zaraz „technologiczna śmietanka” by na nich wieszała psy. Być może sam bym o tym wspomniał jako o wadzie… ;-)

Bateria 3000 mAh

Pojemność baterii (akumulatora) to 3000 mAh, i trochę obawiałem się, jak ona będzie sobie dawać radę przy jednak dość dużym i jasnym wyświetlaczu, zwłaszcza, gdy znajomi w swoich Redmi mają baterie w granicach 4000 mAh.

Na szczęście jest całkiem dobrze – przy dość intensywnym użytkowaniu telefonu (ale bez gier, czy ciągłego oglądania YouTube) bateria bez problemu starcza na cały dzień pracy, a nawet dłużej. Choć gdy trzeba na nim coś dłużej podziałać (nie, nie chodzi o gry czy YouTube ;-)) z włączonym ekranem, w słońcu, a więc z pełną jasnością, to widać, że procenty baterii uciekają. Choć na szczęście nie jest to jakieś zawrotne tempo, które by kazało się jakoś specjalnie martwić.

Quick Charge 2.0 (9V, 2A)

Nie bez znaczenia jest fakt, że producent wyposażył telefon w technologię szybkiego ładowania Quick Charge 2.0, dzięki czemu telefon ładuje się relatywnie szybko. Może szkoda troszkę, że zabrakło tu funkcji ładowania SuperCharge, znanej z droższych modeli tego producenta. Ale… i tak jest całkiem dobrze.

Aparat tylny… niestety lekko wystający

Kolejnym elementem – po głośniku – do którego mogę mieć zastrzeżenia jest wystający moduł aparatu. Obawiam się, że po pewnym czasie, i to nawet bez intencjonalnego kładzenia telefonu na plecach mogą pojawić się jakieś otarcia, które będą miały negatywny wpływ na zdjęcia.

Zdjęcia, które ten telefon robi całkiem porządne, w czym pomaga m.in. drugi aparat, odpowiedzialny chyba nie tylko za ładne rozmycie tła (bokeh). Nie mam za wielu zdjęć, którymi chciałbym się dzielić publicznie, ale mogę pokazać młodego zaskrońca:

Powyższe zdjęcia są zrobione na pełnym automacie (jest też opcja manualna), i bez ręcznego ustawiania ostrości, czy choćby wskazania punktu, na którym ostrość ma zostać ustawiona, bo… zabrakło mi trzeciej ręki. Pamiętajcie też, że na potrzeby internetu zostały one mocno przeskalowane w dół, oraz została podbita kompresja, tak, by plik wynikowy nie ważył za dużo.

Jednokolorowa dioda

Troszkę zaskoczyło mnie to, że producent zdecydował się zastosować tylko jednokolorową diodę LED, służącą do podświetlania zdjęć. Bo choć z tego typu dodatków podczas robienia zdjęć staram się nie korzystać, to telefony które gdzieś tam przewijają się przez moje ręce przyzwyczaiły mnie do 2 kolorów – ciepły i zimny.

Szybkie uruchomienie aparatu

Pewnie gdybym miał wybór, to wybrałbym czystego Androida, a nie wersję z nakładką EMUI, którą stosuje Huawei w swoich telefonach, ale jest kilka funkcji/opcji, które zdecydowanie przypadły mi do gustu. Jedną z nich jest możliwość szybkiego uruchomienia domyślniej aplikacji aparatu za pomocą szybkiego, podwójnego wciśnięcia przycisku odpowiedzialnego za przyciszanie dźwięku (volume-). Działa bardzo dobrze, nawet na wyłączonym czy zablokowanym ekranie.

Jakbym miał pomarudzić, to może szkoda, że nie można podpiąć tej funkcji pod przycisk włącznika, tak jak miałem w Moto G, dzięki czemu można było uruchomić w ten sposób aparat nawet podczas odtwarzania dźwięku. W P20 lite w takiej sytuacji priorytet ma sterowanie dźwiękiem.

SwiftKey, czyli domyślna systemowa klawiatura

Przeglądając różne materiały w internecie dotyczące (nie tylko) tego telefony zauważyłem, że sporo miejsca poświęca się domyślnej systemowej klawiaturze w telefonach Huawei, czyli SwiftKey. Jedni ją uwielbiają, inni nienawidzą. Sam kiedyś z niej korzystałem, ale od dawna preferuję klawiaturę od Google, czyli Gboard. A, że w końcu Android to system, który można dość swobodnie dopasowywać pod siebie, m.in. instalując dodatkowe aplikacje, to… nie bardzo widzę tu jakiś problem i powód do jęczenia – po chwili zamiast SwiftKey korzystałem już z Gboard.

Aplikacja Phone Clone

Na koniec – nie licząc podsumowania – zostawiłem sobie aplikacje Phone Clone, która pomaga przenieść dane ze starego telefonu na nowy. I choć sam Android część tej pracy jest w stanie wykonać sam z siebie, to możliwości tej aplikacji są dużo większe.

Bez problemu na nowy telefon przeniesiemy nie tylko podstawowe ustawienia, ale również wiadomości SMS, rejestr połączeń, multimedia (zdjęcia, dźwięki, filmy), dokumenty, dane systemowe czy aplikacje. Działa to całkiem skutecznie, choć niestety nie wszystkie aplikacje pozwalają na skopiowanie swoich ustawień – ale tego też w ich przypadku nie potrafi standardowy mechanizm kopii zapasowych.

Huawei P20 lite, mój nowy telefon

I chyba tym sposobem doszliśmy do podsumowania. Jeśli coś mi się jeszcze przypomni, to dodam, ale… Na obecną chwile to będzie tyle. I chyba widać, że ogólnie z telefonu jestem zadowolony, więc zapewne nikogo nie zdziwi to, że tak, Huawei P20 lite zostanie w tej chwili moim nowym telefonem. I nie tylko dlatego, że za 800 zł to jest to bardzo opłacalny zakup, ale ogólnie, jest to bardzo solidny telefon, który ma szansę podbić liczne serca, nie tylko w ramach dotacji u operatorów.

(!) Zgłoś błąd na stronie
Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!
Spodobał Ci się artykuł? Zapisz się do naszego Newslettera - ZERO SPAMu, same konkrety, oraz dostęp do dodatkowych materiałów przeznaczonych dla subskrybentów!
Na podany adres e-mail otrzymasz od nas wiadomość e-mail, w której znajdziesz link do potwierdzenia subskrypcji naszego Newslettera. Dzięki temu mamy pewność, że nikt nie dodał Twojego adresu przez przypadek. Jeśli wiadomość nie przyjdzie w ciągu najbliższej godziny (zazwyczaj jest to maksymalnie kilka minut) sprawdź folder SPAM.
Roztańczona Karolina skorzystała z promocji dla czytelników WebInsider.pl i zapłaciła 80% mniej za księgowość internetową wFirma
WebInsider poleca księgowość wFirma
WebInsider korzysta z VPSa w HitMe.pl
WebInsider poleca VPSy DigitalOcean
WebInsider poleca serwis Vindicat
Napisz komentarz
wipl_napisz-komentarz_01Jeśli informacje zawarte na tej stronie okazały się pomocne, możesz nam podziękować zostawiając poniżej swój komentarz.

W tej formie możesz również zadać dodatkowe pytania dotyczące wpisu, na które – w miarę możliwości – spróbujemy Ci odpowiedzieć.
Linki partnerskie
Niektóre z linków na tej stronie to tzw. „linki partnerskie”, co oznacza, że jeśli klikniesz na link i dokonasz wymaganej akcji (np. zakup/rejestracja) możemy otrzymać za to prowizję. Pamiętaj, że polecamy tylko te produkty i usługi, z których sami korzystamy, i uważamy, że są tego na prawdę warte… :-)
Znaki towarowe i nazwy marek
W niektórych wpisach (oraz innych miejscach na stronie) mogą być przedstawione/użyte znaki towarowe i/lub nazwy marek, które stanowią własność intelektualną tych podmiotów, a zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Młody Szymon powiedział tacie o promocji dla czytelników WebInsider.pl i zaoszczędzili 80% na księgowości internetowej wFirma