Do oferty T-Mobile wrócił nielimitowany internet mobilny. Jest chyba trochę drożej niż w oryginalnej odsłonie, ale i tak jest to na rynku mobilnego internetu pewnego rodzaju ewenement. Bo w większości przypadków jak w reklamie pojawia się „nieimitowany internet”, to mamy gwiazdkę, za którą kryje się pewna liczba gigabajtów, po przekroczeniu której załącza się lejek – czasem wkurzający, ale znośny (np. 1Mbps), a czasem lepiej wyłączyć komputer, by nie faszerować się preparatami na uspokojenie (np 56-64 kbps). W przypadku T-Mobile jest to faktyczny brak limitu. Przynajmniej jeśli chodzi o transfer, bo limitowana jest (maksymalna) szybkość, która wynika z wybranej oferty.

I tak obecnie do wyboru mamy 30 Mb/s za 60 zł, 60 Mb/s za 70 zł i 90 Mb/s za 90 zł w wariancie standardowym, bo podane ceny można zbić od 20 zł, gdy korzystamy jeszcze z innych usług w T-Mobile (mamy u nich abonament i skorzystamy z programu „Korzyści dla domu”). Dla porządku trzeba dodać, że można też skorzystać z oferty ze światłowodem, gdzie ceny są bez zmian, ale szybkość rośnie o jedno zero, czyli 300, 600 i 900 Mb/s. To tak an deser, w ramach dyskusji o tym, jak to internet mobilny wypiera kablowy… ;-)

Szybkości w mobilnym może nie powalają, ale z racji tego, że po przeprowadzce UPC leci ze mną w kulki, podając na stronie, że mogę skorzystać z kabla u nich, a później technik odwołuje lub proponuje ciągnięcie kabla „za niecałe 5 000” (i to pomimo tego, że studzienka musi być w okolicy, bo sąsiedzi „przez ścianę” mają) i tak muszę korzystać z internetu mobilnego, a użyczona przez kolegę karta Plusa ma limit 60 GB i chyba dość parszywy lejek po jego przekroczeniu, a z internetem mobilnym z Virgin Mobile od pewnego czasu dzieją się dziwne rzeczy (strasznie niestabilny, często zrywa połączenie, jakby sieć przeciążona, co może być skutkiem wypuszczenia wakacyjnych pakietów 100 GB, zwłaszcza że pokrywa się w czasie) to oferta T-Mobile wydaje się jeszcze lepsza. Tylko ten cyrograf na 24 miesiące…

(!) Zgłoś błąd na stronie