Raspberry Pi to (mikro)komputer, który – chyba śmiało można tak napisać – zmienił wiele (tak samo jak pojawienie się układu ESP8266, który szybko z czegoś w stylu karty do WiFi dla Arduino stał się samodzielnym układem :-)). Nie tylko globalnie, ale i u mnie. Lata mijają, pojawiają się kolejne wersje, takie jak Raspberry Pi 4, czy ostatnio zaprezentowane moduły Raspberry Pi 4 CM (Compute Module). I choć – jak podejrzewam – większość osób wykorzystuje je do zadań innych niż komputer domowy, to są i takie osoby. Zwłaszcza że od wersji 3 (a zwłaszcza B+) wydajność jest na tyle zadowalająca, ze taka rola faktycznie może mieć sens. A potwierdzeniem tego zdaje się być Raspberry Pi 400, czyli… kompletny komputer zamknięty w klawiaturze.

Stety lub niestety, ale jestem na tyle stary, że o tego typu urządzeniach nie tylko czytałem/słyszałem, ale sam byłem ich użytkownikiem, bo to właśnie do Commodore C64, czyli jednego z przedstawicieli tego typu rozwiązań,  zaczęła się moja przygoda z… programowaniem (i chyba wtedy czułem się bardziej programistą niż teraz ;-)). Teraz w takiej formie – kompletny układ komputerowy wbudowany w klawiaturę – pojawia się Raspberry Pi, a konkretnie lekko zmodyfikowana wersja Raspberry Pi 4 (nowa wersja SoC, szybsze taktowanie) pod nazwą Raspberry Pi 400, który kosztuje 70 dolarów (100 $ wersja z dodatkami, gotowa do podłączenia). Przyznam, że pomysł ciekawy, i aż dziwne, ze oficjalnie zaprezentowany dopiero teraz, bo niezależne rozwiązania tego typu pojawiały się już chyba od czasu premiery pierwszego układu.

Przy okazji warto wspomnieć, że Raspbian, czyli system Debian dopasowany do potrzeb Raspberry Pi to teraz Raspberry Pi OS. Wprawdzie nie wiem, czy ta zmiana nastąpiła teraz, przy premierze Raspberry Pi 400, czy wcześniej, ale warto odnotować ten fakt, i to nie tylko, by w kolejnych artykułach an temat Raspberry Pi korzystać już z nowej nazwy… ;-)

(!) Zgłoś błąd na stronie
Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!