Nie zamierzam tu rozpoczynać wielkiej debaty o tym dlaczego brak broni, to również brak możliwości obrony – samego siebie, rodziny, domy czy Ojczyzny. Sam jestem dość umiarkowanym zwolennikiem dostępu do broni – może nie w stylu „pistolet w każdej lodówce”, ale na pewno dostęp do niej – w takiej czy innej formie – powinien być bardziej powszechny.

Kilka dni temu trafiłem na film, który w dość niekonwencjonalny sposób przedstawia problem, polegający na tym, że zazwyczaj przestępcy mają „głęboko” zakaz posiadania broni…

Strefa wolna od broni

 

Mamy tu mężczyznę, który znajduje zastrzeloną – prawdopodobnie – swoją dziewczynę/żonę. Sytuacja jest dziwna, bo przecież na budynku jest naklejka informująca o zakazie wnoszenia/korzystania z broni,a  wszyscy wiemy, że kto jak kto, ale statystyczny przestępca na pewno będzie przestrzegał również i tego prawa.

I tak zaczyna się seria retrospekcji, w trakcie których nasz bohater, chcąc uratować (swoją) kobietę stara się z całych sił poinformować sprawcę/zabójcę o tym, że to jest strefa wolna od broni palnej…

 

(!) Zgłoś błąd na stronie