Na początku czerwca napisałem o promocji na usługę Microsoft PC Game Pass i Xbox Game Pass Ultimate, dzięki której za 4 zł można było aktywować ją – w wybranym wariancie – na 3 miesiące. Skorzystałem, i to pomimo tego, że raczej wiedziałem – znając swoje podejście do „przeznaczania czasu na granie”; patrząc na to, że to sezon letni, a więc raczej ogródek, las, morze i psy; analizując bibliotekę dostępnych gier w ramach usługi; korzystając z internetu mobilnego, gdzie pobranie większości nowości znacznie redukuję dostępny transfer w ramach pakietu – że wiele nie pogram. I faktycznie – wykorzystałem promocję, by dokończyć jedną grę, którą kiedyś zacząłem. Nastpęnie – juz trochę na siłę – spróbowałem 2-3 inne pozycje, które szybko wyleciały. Jednak subskrypcję przedłużyłem. Niechcący…

Xbox Game Pass Ultimate, czyli „nie chcem”, ale mam

Z samego rana, gdzieś w okolicach 5, a może nawet i wcześniej, dostałem powiadomienie z banku, że moja karta kredytowa została obciążona na kwotę 54,99 zł na rzecz Microsoft*Subscription. I to ten moment, gdy przypomniałem sobie i o promocji i o samej usłudze.

Co więcej, uświadomiłem sobie, że z jakiegoś powodu nie skorzystałem tutaj z jednorazowej karty Revolut, która uchroniłaby mnie przed tą sytuacją (pewnie dlatego, że korzystam z innych usług Microsoftu, więc kartę „prawdziwą” i tak mam podpiętą, by z niej były pobierane opłaty).

I nie mam wątpliwości, że to moja wina, że zapomniałem o aktywnej subskrypcji. Że moja wina, że przypomnienie na liście zadań ustawiłem na dziś, a nie na wczoraj, a przecież mogłem przewidzieć, że opłatę pobiorą jak najszybciej, by zmniejszyć szansę na to, że ktoś się jeszcze zorientuje i rozmyśli.

A jakby tak przypomnieć o zbliżającej się opłacie?

Zwłaszcza że firma – i to nie tylko tak duża, jak Microsoft – tylko by zyskała w oczach klienta, gdyby w takich sytuacjach, gdy kończy się dłuższy właściwie bezpłatny okres promocyjny, przypomniała klientowi (subskrybentowi), że za kilka dni kończy się promocyjny okres i zostanie naliczona mu opłata w standardowej wysokości. Zwłaszcza gdy system wykryje, że na koncie aktywności właściwie brak…

Nie skontaktuj się z nami

Mogłem też przewidzieć, że jakakolwiek próba skontaktowania się w tej sprawie z Microsoftem, by… będzie skazana na porażkę, bo na straży staną wszelkiej maści skrypty, pilnujące, by żaden śmiertelnik nie przeszkadzał. Jeszcze na koniec drwiąc z człowieka, że jak zamknie okno, to nie będą mogli pomóc (a piszę to jako osoba, która czasem projektuje i wdraża podobne rozwiązania ;-)).

A nawet jak udałoby mi się przebić przez skrypty udające, że pomagają, to zatrzymają procedury:

Anulowanie subskrypcji Xbox i zwroty kosztów

Ważne: Większość żądań zwrotu kosztów spoza procesu anulowania jest odrzucanych z powodu braku uprawnienia do zwrotu kosztów.

W końcu nie po to płacę, bym im tyłek miał zawracać… ;-)

To może jednak zagram… w coś?

Skoro już i tak zapłaciłem za kolejny miesiąc, to może trzeba będzie jednak posiedzieć przed komputerem również w czasie wolnym (sic!) i w coś pograć (sic! ;-)). Tak więc wiedziony nie tyle ciekawością, ile gapiostwem zajrzałem ponownie do biblioteki Xbox Game Pass Ultimate i… no właśnie – lipa. Choć skoro usługa trwa, to pewnie ma sens, a to ja odszedłem tak daleko od tego modelu spędzania czasu, że właściwie żaden tytuł na dość długiej liście nie sprawił, że serduszko zabiło szybciej. I to nawet jeszcze bez studzenia zapału sprawdzaniem, ile gigabajtów pobranie danego tytułu zabierze mi z puli dostępnej w ramach internetu mobilnego.

Tak więc z braku laku dobry… Commandos 3 HD Remaster, bo choć już grałem w standardową wersję, a do tego grafika niekoniecznie jest w tego typu grach najważniejsza, to alternatywy nie widzę. I normalnie, w tym momencie powinienem już ustawiać pobieranie, by jak najszybciej móc zacząć grać, zwłaszcza że już (dopiero) ustawiłem koniec subskrypcji na koncie. Tylko się nie chce…

Czy ten artykuł ma w ogóle sens?

I gdy już słowa za mną, pozwalające w jakiś sposób wyrazić pewnego rodzaju smuteczek – bo w końcu kto lubi zdawać sobie sprawę z tego, że właśnie „dał ciała” – to zastanawiam się, czy nie zrobić tego, co wydaje się oczywiste, czyli… skasować wszystko, co powyżej napisałem.

Jednak w tym momencie paradoksalnie pojawia się mały uśmiech na mojej twarzy – może artykuł sensu dla innych nie ma, ale w końcu Webinsider.pl to moje miejsce w internecie i jeśli chcę tu opublikować nawet taki artykuł jak ten, to mogę, co zresztą czynię. I mimo wszystko miłego dnia życzę. Również sobie…

(!) Zgłoś błąd na stronie
Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!