Wczoraj internet, a zwłaszcza tzw. media społecznościowe, obiegły zdjęcia rzekomych dokumentów z „informacją o poddaniu kontroli operacyjnej”, wysyłanych rzekomo przez Agencje Bezpieczeństwa Narodowego, czyli ABN. Oczywiście taka agencja nie istnieje, a same pisma to – przynajmniej wg Fundacji Panoptykon, a przynajmniej tak wynika z informacji, na które trafiłem w internecie przy tej okazji – kampania społeczna. Nie wiem, w jakim stopniu informacje bazowe dla tej akcji są prawdziwe/wiarygodne, czyli jak faktycznie łatwo o kontrolę operacyjną dla przeciętnego obywatela, bo ani nie jestem „z branży”, ani nie robię nic, co mogłoby taką kontrolę na mnie sprowadzić. Przynajmniej mam taką nadzieję… ;-)

Agencja Bezpieczeństwa Narodowego imienia Fundacji Panoptykon

Ale jak można się było chyba domyśleć, w dość spolaryzowanym społeczeństwie (nie tylko Polskim, bo to raczej globalny trend, a do tego może nie nowy, tylko łatwość komunikacji go uwypukla bardziej niż kiedyś) taka akcja spotka się ze… spolaryzowanym odbiorem. I tak, tym, którym bliżej do obecnie rządzących krytykują to jako tzw. „fejka” (trochę słusznie, ale o tym więcej za chwilę), a ci, którym bliżej do dalej do rządzących chwalą. Gdyby rządzili ci, co nie rządzą, a bardzo by chcieli, a ci, co rządzą, byliby w opozycji, to pewnie sytuacja byłaby odwrotna.

Dla mnie, choć nie tyle bliżej mi do aktualnie rządzących, ile po prostu zdecydowanie daleko do aktualnej opozycji, akcja nawet spoko. Ale… No właśnie. Bo o ile sam pomysł – zwłaszcza jeśli informacje bazowe dla tej akcji są prawdziwe/wiarygodne – uważam za całkiem spoko, to już dobór niektórych adresatów, zwłaszcza tych znanych – niestety również na świecie – z rozpowszechniania fake newsów, z czego – przynajmniej mam takie wrażenie – zrobili sobie też sposób na pewnie całkiem wygodne życie, ciężko nazwać trafnym.

Kampania społeczna to też odpowiednia komunikacja

Nie wiem jaka intencja samej fundacji się kryje za takim doborem przynajmniej niektórych adresatów, ale takim działaniem – czy to celowym, czy też wynikającym z pewnych deficytów – wiarygodność całej akcji zdecydowanie łatwiej podważyć, przy okazji doklejając i samej Fundacji Panoptykon odpowiednią łatkę. A szkoda.

W całej sprawie nie bez znaczenia jest też sposób komunikowania o akcji przez samych adresatów. I to pomijając już działania pewnego typka od fikcyjnych pewnych stref, bo tutaj raczej nawet przy największym deficycie można się było spodziewać, co wydarzy się dalej. Zwłaszcza gdy podchwyci to któryś z euro-matołów niemających innych zajęć, i z robi z tego kolejnego fake newsa, o tym, że ów „bohaterski działacz za swoje demaskujące działania jest prześladowany przez opresyjną władzę, której służby poddały go kontroli operacyjnej”. Niestety inni adresaci – przynajmniej niektórzy, przynajmniej w moim odczuciu – niekoniecznie w odpowiednio wyraźny sposób komunikowali to, że to tylko „kampania społeczna”, a nie prawdziwe zawiadomienie. Niezależnie czy intencją była dezinformacja, czy też… szukanie rozgłosu.

Walczymy z fejkami, nie kreujmy ich

Na koniec jeszcze tylko dodam, że akurat tzw. fake newsów, czy różnej maści przekrętów z podszywaniem się „kogoś pod kogoś” w celach niekoniecznie uczciwych (np. fałszywe rejestry CEIDG, czy też cała fala oszustw z OLX) mamy tyle, że generowanie – np. przez jakąś fundację, niezależnie od intencji – kolejnych fejków, które potem ich adresaci – przynajmniej niektórzy, niezależnie od ich intencji – potencjalnie uwiarygadniają, wydaje się co najmniej zbyteczne. A być może nawet niebezpieczne. Zwłaszcza że w tym kontekście mamy nie tylko pochwały akcji, ale niektórzy z adresatów za chwilę opublikują kolejne ostrzeżenie o kolejnym przekręcie, gdzie „ktoś pod kogoś się podszywa by…”.

(!) Zgłoś błąd na stronie
Envato Elements - pobierasz co chcesz, ile chcesz