Nie jest tajemnicą, zwłaszcza dla mojego listonosza, że od lat AliExpress to sklep (internetowy), w którym robię naprawdę dużo zakupów. Zazwyczaj wszystko jest OK, a nawet jak się zdarzy, że jakaś przesyłka nie dotrze, to w ramach ochrony kupujących dość łatwo uzyskać zwrot. Ale to są operacje standardowe. Inaczej sytuacja wygląda, gdy zdarzy się coś mniej standardowego (niż przesyłka, która niedotarta). Wtedy próba jakiegokolwiek kontaktu z kimś, kto faktycznie może i zarazem zechce pomóc, jest – jak mi się zdaje – niezłym wyczynem, często z góry skazanym na niepowodzenie.

Niestandardowa reklamacja w AliExpress

W połowie 2020 przeprowadziłem się nad morze, przy tej okazji w moje zasoby trafiła m.in. działa ROD. Działka spora, ale niestety zaniedbana, i gdy z kolegę dotarliśmy na miejsce, wyglądała tak, jakby od lat tam człowiek stopy nie postawił. Stąd naszym pierwszym zakupem była kosiarka spalinowa, a konkretnie to się chyba zwie podkaszarka, bo to takie cudo, co się nosi, a nie jeździ na kółkach (nie wiem, nie znam się ;-)).

A, że w komplecie była tarcza metalowa, to z tym, co przez lata porastało działkę, uporaliśmy się na tyle sprawnie, że piła/podkaszarka spalinowa okazała się na tyle trafnym zakupem, że postanowiłem się z tematem możliwości tych urządzeń zapoznać bardziej szczegółowo.

Szybko się okazało, że oprócz różnego rodzaju żyłek (okrągłe, kwadratowe, trójkątne czy gwiaździste) z różnego rodzaju materiałów, do kosiarki (podkaszarki) mogę kupić całe multum przeróżnych akcesoriów. I to nie tylko do koszenia na wszelkie możliwe sposoby trawy, ale ogólnego przekopywania ziemi, czy też cięcia gałęzi. Co więcej, przy odrobinie pomysłowości i odpowiedniej tarczy kosiarkę (podkaszarkę) mogę zamienić w warsztatową piłę do drewna.

Tak więc ruszyłem za zakupy, i część z tych zakupów dokonałem w serwisie AliExpress. Oczywiście nie tylko dlatego, że Ali lubię, ale po prostu jest tam taniej. Dużo taniej. I tak (po pominięciu wstępu dla miłośników ogrodnictwa ;-)) dochodzimy do głównego tematu tego artykułu.

Podwójne zamówienie

Jak już wspomniałem, z ewentualnymi reklamacjami na AliExpress nie ma problemu, ale dotyczy to sytuacji, gdy np. towar do nas nie dotrze, dotrze uszkodzony, lub jest niezgodny z opisem. Sprawa komplikuje się np. w sytuacji, gdy towar nie tylko dotrze, nie tylko jest z nim wszystko w porządku, ale… dotrze dwa razy, a przy okazji zostanie za niego pobrana dwukrotnie płatność:

I tak, jak widać na obrazku powyżej, wg systemu AliExpress w ciągu niecałych 2 minut dwukrotnie złożyłem to samo zamówienie, na kilka identycznych produktów w identycznej konfiguracji.

Co oczywiście nie miało miejsca, a ma związek z tym, że z jakichś przyczyn za pierwszym razem płatność się nie udała, i dostałem propozycję ponowienia płatności. Co uczyniłem, bo w końcu różnie to bywa, a skoro coś dodałem, do koszyka, to w końcu chciałem to kupić… Za drugim podejściem wszystko się udało.

I na tym temat by się zakończył, gdyby nie to, że po pewnym czasie zamówione w ramach tego zamówienia produkty zaczęły do mnie spływać, z tym, że w każdej przesyłce sztuk było dwa razy tyle, ile być powinno. Przy pierwszej przesyłce to zignorowałem, bo uznałem, że albo sprzedawca się pomylił, albo ja nie dopatrzyłem, że oferta nie dotyczy jednej sztuki, a „2 pcs”. Ale kolejne 2 przesyłki z tego zamówienia ze zdublowaną zawartością sprawiły, że postanowiłem sprawdzić, o co tu chodzi…

Szybko okazało się, że zarówno na liście zakupów, jak i na wyciągu z karty (Revolut) zamówienie jest zdublowane. Pierwsze wpadło o 5:01, a drugie o 5:03 (chyba chińskiego czasu, bo ja wtedy spałem ;-)). I pewnie mógłbym w tym momencie spróbować od razu uderzać do Revoluta w ramach mechanizmu chargeback, ale uznałem, że nie ma takiej potrzeby, bo w końcu AliExpress ma obsługę klienta…

Złap obsługę klienta… jeśli potrafisz

I to był jeden z głupszych pomysłów, jakie w życiu przyszły mi do głowy (i to nie tylko na trzeźwo ;-)). Zaczynając od tego, że przebrnąć przez tzw. „Evę”, czyli czat bota, by mieć w ogóle szansę, porozmawiać z kimś żywym, nie jest łatwo, to…  gdy to się już uda, to po drugiej stronie znajdują się osoby jeszcze mniej ludzki, niż wspomina „Eva”.

Próbowałem wyjaśnić sytuację kilkukrotnie. Zarówno posługując się swoimi zasobami języka angielskiego, jak i tłumacza dostępnego w internecie (jednego i drugiego ;-)), oraz korzystając z koleżanki, której zdolności językowe (chodzi o język angielski jakby co ;-)) są dużo wyższe niż moje.

A może lepiej ściemniać?

Za każdym razem z tym samym skutkiem, czyli bez skutku… I szczerze powiedziawszy, to po tej przygodzie uważam, że być może w podobnej sytuacji nie tylko lepiej od razu uderzać w mechanizm chargeback, co po prostu… ściemniać, że przesyłka nie dotarła. I ta konkluzja jest dla mnie trochę smutna. Nawet jeśli nadmiarowe elementy rozdałem po znajomych, czy też zostawiłem sobie, jako zapas…

(!) Zgłoś błąd na stronie

Zapraszam do naszego Newslettera - ZERO SPAMu, same konkrety, oraz dostęp do dodatkowych materiałów przeznaczonych dla subskrybentów!