Przeglądając ostatnio Internet można było odnieść wrażenie, że to, że nie działa Facebook jest większym problemem, niż gdyby nie działał sam internet, bez którego siłą rzeczy nie działałby też i Facebook…

Zachowuj spokój – Facebook (prawdopodobnie) działa

Fakt, zdarzyła się taka sytuacja, że Facebook nie działał… Sam pewnie bym nawet tego nie zauważył – ale wiele wskazuje na to, że nie jestem modelowym przykładem internauty, nie tylko/zwłaszcza w swojej branży – gdyby nie to, że kolejne portale prześcigały się w produkcji kolejnych wpisów, z których wynikało tylko tyle, że faktycznie Facebook nie działa, a rzesze „zrozpaczonych internautów” będą biegać po internecie szukając odpowiedzi na pytanie:

Jak żyć gdy Facebook nie działa?!?

Statystyki szybują

Pewnie pierwsze wpisy/informacje faktycznie miały cele informacyjne… Ale jestem przekonany, że nim dalej w las, tym znaczenie informacyjne malało – no bo ile wpisów trzeba, by poinformować, że coś nie działa – a coraz bardziej chodziło o odsłony.

W końcu te miliony, pozbawione dostępu do Facebooka – zapewne przez wielu traktowanego jako podstawowe, a być może i jedyne źródło informacji – musiały coś robić, musiały gdzieś trafić… A jak wiemy – odpowiednio aromatycznemu lepowi mało która mucha się oprze ;-)

Zwłaszcza, że te pozostawione same sobie tłumy pewnie ruszyły ku Google, ale nie Google+, czyli potencjalnemu konkurentowi, ale ku wyszukiwarce. Bo to właśnie (m.in.) wyszukiwarka Google mogła wskazać im kierunek, gdzie być może znajduje się odpowiedź na pytanie nurtujące (w tamtej chwili) być może cały świat:

Co się stało z Facebookiem?!?

Grunt do dobry nagłówek

Kolejne wpisy „w internetach” powstawały, nawet w pewnym momencie zacząłem je czytać – mimo, że sam raczej tym co się dzieje z Facebookiem zainteresowany bylem pewnie mniej niż przysłowiowym śniegiem, zeszłorocznym śniegiem.

I gdy (prawie) wszyscy zaczęli produkować kolejne wpisy na temat tego, że Facebook nie działa, to trzeba było się z tego tłumu jakoś wyróżnić – bo choć kolejni UU (unikatowi użytkownicy) cały czas wpadali, czy to „do nas” czy „do konkurencji”, to czy tu, czy tam – nie znajdując nic konkretnego w temacie wyjaśnienia „jednej z największej tragedii ostatnich lat” w pewnym momencie, po przeczytaniu (pobieżnie) kilku(nastu) takich wpisów po prostu rezygnowało… Wyłączali komputery, sięgali może po (papierową) książkę… Część pewnie zainteresowała się (w końcu) choćby tym, jak ma na imię „ta druga istota żyjąca pod wspólnym dachem” ;-)

A taka osoba, już nie nabija UU… Więc trzeba się wyróżnić – a nic tak dobrze nie wyróżnia (w wynikach wyszukiwania) jak dobry nagłówek, do tego 2-3 pierwsze zdania, jakby nagłówek to za mało… I już mamy, nasz UU jest u nas… Jeszcze 4999 kolejnych, i będzie „dyszka z AdSense” ;-) (Sorki za 2 z rzędu akapit zakończony „buźka”, ale… ;-))

A Facebook nie działał, bo…

…bo nie… Czasem tak po prostu bywa… Polecam psa – zawsze chętnie pomoże zagospodarować niespodziewany wolny czas :-)

PS. Proszę, nie bierz powyższego do siebie, nawet jeśli jesteś uzależniony od FB, nawet jeśli myślisz, że w tym momencie to Ty stałeś się kolejnym UU na tej stronie… Potraktuj proszę ten mini felieton jako żart, i mały eksperyment… Nie, na Tobie… A przynajmniej nie bezpośrednio na Tobie ;-)

(!) Zgłoś błąd na stronie