Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!

Zapytał mnie ostatnio kolega, czy grałem w grę Frostpunk (11 bit studios), bo taka nietypowa, i ogólnie zrywa beret z czachy, tyle trudnych, moralnych wyborów… Podobne opinie o niej spotkałem w internetowych recenzjach, czy artykułach. Z tego powodu niebawem po jej premierze postanowiłem w nią zagrać, bo zapowiadało się świetnie. Na szczęście gry nie kupiłem, a tylko pożyczyłem na chwilę od kolegi. Dosłownie na chwilę…

Frostpunk to fajna gra, ale – jak dla mnie – na raz

Ostatnio znowu widziałem wysyp kolejnych „ochów i achów”, bo pojawił się kolejny scenariusz, a więc kolejne wyzwania i moralne wybory. Wszystko fajnie, ale jak dla mnie to ta gra jest mega nudna.

Grę Frostpunk udało mi się przejść za drugim czy trzecim razem, bo gdy już rozgryzłem jak sobie to wymyślili autorzy, którzy tworzyli algorytmy i założenia, to w pewnym momencie – gdy już miałem właściwie wszystko co potrzeba, i moje „miasteczko” działało sprawnie – żałowałem, że autorzy nie wdrożyli mechanizmów, pozwalających zautomatyzować pewne czynności, które są dość powtarzalne (np. przekierowywanie ludzi Automatonów tam, gdzie akurat inni ludzie zawiedli z powodu zimna, czy zarządzanie mocą głównego reaktora, jak i mniejszych, lokalnych elementów systemu grzewczego).

I gdy przejdzie się grę raz, na podstawowym scenariuszu, który właściwe odkrywa przed nami wszystkie karty dotyczące mechaniki gry, to… trzeba bardzo lubić tę grę, albo naprawdę nie mieć lepszych rzeczy do robienia lub gier do grania, by przechodzić przez kolejny scenariusz.

Osławione dylematy moralne

Nie wiem, może jestem dziwny, ale te osławione dylematy moralne jakoś mnie nie nie wciągnęły, a już na pewno nie na tyle, bym po nocach siedział i rozmyślał o moich decyzjach. Często tu przywoływany jest temat zwłok – a dokładnie, czy je grzebać czy przeznaczać na kompost.

W moim przypadku wyglądało to tak, że w wirtualnym miasteczku, podczas wirtualnej zimy decyzję o tym czy chować na wirtualnym cmentarzu wirtualne zwłoki by podnieść wirtualne marale wirtualnej społeczności, czy przeznaczyć je na wirtualny kompost by lepiej rosły wirtualne warzywa dla tej wirtualnej społeczności podejmowałem na zasadzie pragmatyzmu – jaka decyzja, jakie działanie będzie w tej konkretnej sytuacji najlepsze do realizacji celu, jakim jest pomyślne ukończenie scenariusza.

Zwłaszcza, że zapewne co byśmy nie zrobili i tak na koniec dostaniemy baty za nasze działania, bo finałowe „outro” ma być chyba dołujące/przejmujące niezależnie, czy będziemy „good” czy „evil”.

This War of Mine

Zdecydowanie dużo lepsze wrażenie zrobiła na mnie inna gra 11 bit studios, a mianowicie This War of Mine. Nawet jeśli tutaj też dość szybko można odkryć mechanizmy, które pozwalają całkiem sprawie funkcjonować naszym wirtualnym podopiecznym.

Zwłaszcza, że – jak dla mnie – „zarządzanie ekipą” i penetrowanie kolejnych lokalizacji jest dużo ciekawsze, zdecydowanie mniej żmudne niż budowanie kolejny raz miasteczka wokół reaktora.

(!) Zgłoś błąd na stronie
Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!

Spodobał Ci się artykuł? Zapisz się do naszego Newslettera - ZERO SPAMu, same konkrety, oraz dostęp do dodatkowych materiałów przeznaczonych dla subskrybentów!

Na podany adres e-mail otrzymasz od nas wiadomość e-mail, w której znajdziesz link do potwierdzenia subskrypcji naszego Newslettera. Dzięki temu mamy pewność, że nikt nie dodał Twojego adresu przez przypadek. Jeśli wiadomość nie przyjdzie w ciągu najbliższej godziny (zazwyczaj jest to maksymalnie kilka minut) sprawdź folder SPAM.

Patryk

CEO Webinsider.pl, a do tego CTO, CIO, CFO, CMO, CSO, COO i CRO ;-)
Pasjonat nowych technologii - od sprzętu po oprogramowanie, od serwerów po smartfony i rozwiązania IoT. Potencjalnie kiepski bloger, bo nie robi zdjęć "talerza" zanim zacznie jeść.

Dumny przyjaciel swoich psów :-)