Przypadki się zdarzają, ale nie za często. Dlatego jeśli w krótkim czasie w moim czytniku RSS pojawia się kilka podobnych artykułów na jeden temat, który dodatkowo nie jest związany z jakimś wydarzeniem, to raczej nie jest to przypadek. Albo ktoś sypnął groszem za artykuły zbyt dyskretnie sponsorowane, albo… nasze krajowe technopudelki robią kolejny masowy „przedruk” jakiegoś zagranicznego serwisu.  W przypadku wyszukiwarki DuckDuckGo – bo o artykułach na jej temat mowa – raczej sypania kasą się nie spodziewam, więc stawiam na drugi powód. Ale nie o technopudelkach będzie, tylko o wyszukiwarce DuckDuckGo, co do której mam w pewnym sensie ambiwalentny stosunek…

DuckDuckGo jako (teoretyczna) alternatywa dla Google

Z jednej strony mamy głównie Google – nie tylko wyszukiwarkę, ale i firmę, która – w moim odczuciu – raczej nie bardzo przejmuje się prywatnością użytkowników, bo wiedze o nich zmienia na dolary. W zamian za oferuje nie tylko kilka bezpłatnych produktów/usług, ale i spersonalizowane wyniki wyszukiwania, które – w większości przypadków – sprawdzają się bardzo dobrze. Z drugiej strony mam wrażenie, że Google nie tylko stara się pokazywać najtrafniejsze wyniki wyszukiwania na dane hasło, ale jednocześnie kreować rzeczywistość pokazując odpowiednie – przynajmniej wg nich – wyniki.

W pewnym sensie po drugiej stronie można postawić właśnie wyszukiwarkę DuckDuckGo, która ponoć nie tylko nie zbiera żadnych prywatnych danych, ale nawet nie przechowuje naszego adresu IP. Ma to oczywiście swoje konsekwencje, bo wyniki wyszukiwania mogą (znacznie) odbiegać od tego, do czego przyzwyczaiła nas wyszukiwarka Google. Jednak personalizacja wyników, której brak w DuckDuckGo ma też i swoje pozytywne strony.

Wyszukiwarka DuckDuckGo nie jest jakimś nowym projektem, bo na rynku jest od wielu lat, ale na wykresie widać, że w ostatnim okresie nastąpiło gwałtowne przyspieszenie, jeśli chodzi o zainteresowanie wyszukiwaniem właśnie w tej wyszukiwarce:

Może ma to związek z większym zainteresowaniem użytkowników internetu prywatnością, zwłaszcza że za nami nie tylko wejście w życie RODO, ale i kilka głośnych afer związanych z tym, jak duże firmy (np. Google, Facebook) podchodzą do „ochrony” danych związanych z aktywnością swoich użytkowników.

Z miesiąc temu kolejny raz już postanowiłem dać szansę „kaczuszce”, i ustawiłem ją jako domyślną wyszukiwarkę w mojej domyślnej przeglądarce, czyli Firefox (Chrome używam głównie do korzystania z usług Google, i to nie wszystkich):

A z racji tego, że w swojej pracy często korzystam z wyszukiwarki, to dość szybko odkryłem, że DuckDuckGo posiada coś takiego jak „bangs”, z których największe znaczenie miał dla mnie „!g” wpisywany przed hasłem wyszukiwania:

Jak widać po prawej stronie grafiki powyżej, wpisanie „!g” przed zapytaniem powoduje przekierowanie zapytania do Google. Bo pomimo chęci, przynajmniej na obecną chwilę, w moim przypadku wyszukiwarka Google spisuje się dużo lepiej niż DuckDuckGo. Przynajmniej jeśli chodzi o te tematy, których algorytmy Google nie podlewają „lewym sosem”.

(!) Zgłoś błąd na stronie