Mój stosunek do Google zmieniał się wraz z rozwojem firmy – im oni byli więksi, im mniej było w ich działaniach „don’t be evil” (od jakiegoś czasu to już nawet „na sztandarach” nie mają), tym mniej przyjaźnie patrzyłem na ich usługi. Ja, jeden setek (tysięcy) tych, którzy w „zamierzchłych czasach internetu” pomagali im – niczym Dawidowi w walce z Goliatem – wybić się ze swoją wyszukiwarką, pokonać ówczesnych molochów. Ale są takie usługi Google, które od lat cieszą się moim uznaniem. Taką usługą jest Gmail, czyli poczta e-mail od Google. Może do ideału jej brakuje, ale od lat działa właściwie niezawodnie. Dlatego korzystam z Gmaila (G Suite) również do obsługi poczty w domenie firmowej. Choć ostatnio trochę mi tu podpadli…

Widok wątku w Gmailu i ukrywanie zdublowanej treści

Nie wiem jak inni, ale mi dość często zdarza się wysyłać wiadomości, korzystając z opcji „edytuj jako nową” na wysłanych wiadomościach. Korzystam z tego np. przy wysyłaniu cyklicznych faktur VAT (wiem, mógłbym zautomatyzować, ale… nie ;-)). Korzystam z tego mechanizmu również w sytuacji, gdy wyślę jakąś wiadomość, na którą nie otrzymałem odpowiedzi. Zamiast pisać drugi raz to samo, klikam na poprzednio wysłanej wiadomości „edytuj jako nową” i wysyłam. I właśnie w takim przypadku poczta Google (Gmail) wyłożyła mi ostatnio komunikację z klientem.

Ale zacznijmy od podstaw, czyli… widoku wątku wiadomości, który w przypadku Gmaila (choć nie tylko) jest domyślnie aktywny, i który to w tym przypadku zawinił:

I najczęściej nie ma z tym problemów. Wiadomości u odbiorcy, który ma wątkowanie wiadomości aktywne, wiadomości wyświetlają się prawidłowo. Weźmy np. taką całkowicie hipotetyczną – czyli przygotowaną na potrzeby tego artykułu – wiadomość:

Wiadomość dotarła, treść się ładnie wyświetla. Ale załóżmy, że gdzieś tam w nawale spraw dnia codziennego wiadomość uciekła odbiorcy, a tym samy nie dostałem na nią odpowiedzi.

Mija kilka dni, więc postanawiam się przypomnieć. A by nie tracić czasu na pisanie jeszcze raz tego samego, wysyłam kopię wcześniej wysłanej wiadomości (edytuj jako nową wiadomość). I tak docieramy do sedna problemu, bo w przypadku aktywnego grupowania wiadomości w wątki – co jest domyślnie włączone m.in. w Gmailu – taka wiadomość będzie wyglądać tak:

Zamiast treści wielokropek. I zapewne „bardziej techniczni” sobie poradzą, wpadną na to, że za tym wielokropkiem może kryć się jakaś treść i trzeba na niego kliknąć:

W przypadku klientki, dzięki której – ale już na spotkaniu – wpadłem na to „ekscentryczne” zachowanie Gmaila (nie używam wątkowania, bo jest to dla mnie niewygodne, więc nawet nie wiedziałem, jak to wygląda) sytuacja była jeszcze trochę bardziej skomplikowana, bo przed skopiowaną treścią wstawiłem jeszcze jeden mały wątek. I on się wyświetlił, co paradoksalnie jeszcze bardziej zakamuflowało „magicznego wielokropka”:

A oczywiście bez rozwinięcia wielokropka (cytat) treść była dość mocno wybrakowana w swym przekazie, i tak oto komunikacja troszkę nam się rozjechała. Ja czekałem na odpowiedź, klientka na informacje. Ja nie wiedziałem, że ona ma wielokropka zamiast treści, a ona, że za wielokropkiem kryje się ważna treść.

Po wyjaśnieniu sprawy pomyślałem, że może warto napisać o tym artykuł. Nawet nie po to, by osoby, które dostaną wiadomość z „magicznym wielokropkiem” w niego kliknęły. Bardziej jako ciekawostkę dla tych, którym zdarza się wysyłać wiadomości jak mi, czyli korzystając z opcji „edytuj jako nową wiadomość”. Ale tez i dla siebie, licząc na to, ze dzięki temu jeszcze bardziej mi się to utrwali w mojej głowie. Zwłaszcza że kilka testów wykazało, że wprawdzie „pokolorowania” takiej „zdublowanej treści” raczej nie unikniemy, ale można chowanie za wielokropkiem obejść:

  • Przed zdublowaną treścią można umieścić odpowiednią informację, w jasny sposób komunikującą, że w tej wiadomości musi być coś więcej niż „do wielokropka”
  • Za zdublowaną treścią umieszczamy „coś nowego”, dzięki temu w podglądzie wiadomości wielokropek zostanie automatycznie rozwinięty
  • Zmieniamy temat, co może – dla miłośników wątkowania – wydawać się brutalne, ale chyba jest to opcja najskuteczniejsza ;-)

I tak, mam świadomość, że dla regularnych użytkowników Gmaila, korzystających z poczty za pośrednictwem przeglądarki internetowej, zwłaszcza korzystających – świadomie lub nie – problem, na jaki trafiła moja klienta, a tym samym ja, może wydawać się „problemem z d…”, ale ja nie tylko nie korzystam z wątkowania, ale też nie korzystam z gmailowego webmaila, a tym samym nie miałem pojęcia, jak brutalne mechanizmy tak działają… ;-)

(!) Zgłoś błąd na stronie