Zacznę od tego, że przez długi czas Twitter był jedynym serwisem typu „media społecznościowe”, z którego faktycznie korzystałem. Głównie dlatego, że po odpowiedniej konfiguracji można szybko dowiedzieć się, co dzieje się na świecie, a nie – jak np. na Facebooku – co aktualnie porabia kot koleżanki widzianej ostatni raz na zakończeniu nauki w przedszkolu. Oczywiście nie był to nigdy serwis idealny, ale mimo wszystko dało się korzystać, nawet pomimo „lewackiej cenzury”, dla niepoznaki nazywanej „wolnością słowa”. Aż pewnego dnia nastał Elon, konkretnie Elon Musk i miotełka wymiotła „lewackich moderatorów” z Twittera. Na szczęście to nie oznacza, że wokół Twittera jest nudno, bo o to, by tak nie było, dba sam Elon… ;-)

Potrzymaj mi piwo, czyli Elon Musk znowu zaskakuje użytkowników Twittera

Jego kolejne pomysły co chwile zaskakują chyba nie tylko użytkowników, ale nawet pracowników, czy inwestorów. Trzeba oddać mu jednak to, że oprócz faktycznie dziwnych „wybryków”, zdarzają mu się całkiem sensowne – z punktu widzenia biznesu, jak Twitter Blue. Nawet jak na początku większość krzyczy, że to bzdura, że to koniec Twittera, że pora na alternatywy, że… To po chwili się okazuje, że konkurencja po chwilowej modzie staje się tylko kolejną ciekawostką, a ci, co najgłośniej krzyczeli, że to koniec Twittera, pierwsi zaczynają za niego płacić (przypomina to trochę rutynowe głosy, że „teraz to już na pewno się wyprowadzę z Polski”, i tak co wybory, co… ;-)). Do tego pozostałe serwisy społecznościowe zaczynają wdrażać podobne rozwiązania (płatności).

Jednak Elon nie daje za wygraną i co chwilę testuje nowy pomysł. Tym razem zaszalał i uznał, że w sumie, to można ograniczyć dzienną liczbę tweetów (wiadomości), jako użytkownik może zobaczyć. I oczywiście robi to w swoim stylu. Nie tylko znienacka, ale i ze zmiennością, której mogłaby mu pozazdrościć niejedna kobieta:

Zaczął od informacji o limicie 300 wiadomości dziennie dla nowych niezweryfikowanych kont, 600 dla niezweryfikowanych, ale już nie nowych, oraz 6 000 dla zweryfikowanych, czyli płatnych. Po chwili to już było 400, 800 i 8 000 wiadomości, a po kolejnej chwili 500, 1 000 i 10 000. I w sumie nie wiem, czy ktoś ogólnie wie, ile jest teraz, i ile będzie za chwilę, jak skończę pisać ten artykuł. Sytuacja wydaje się bardziej dynamiczna niż „zamieszki” we Francji po śmierci ichniejszego odpowiednika amerykańskiego Floyda.

Media społecznościowe, którym nie zależy na czasie użytkownika?

Na pewno jest to pomysł oryginalny, zwłaszcza że nie zawsze mamy wpływ na to, co nam się faktycznie na liście wiadomości (tweetów) wyświetla, a do tego często są to krótkie komentarze do innych komentarzy, więc limit szybko można wyczerpać. Zwłaszcza na kontach bezpłatnych.

A wydawałoby się, że media społecznościowe raczej robią wszystko, by zatrzymać u siebie aktywnego użytkownika jak najdłużej, bo to oznacza więcej interakcji, a to przekłada się na większą aktywność też innych, co ostatecznie oznacza więcej reklam, a tym samym pieniędzy.

Ale może Elon przekalkulował, że zysk z reklam na przeciętnym użytkowniku konta bezpłatnego jest tam mały, że lepiej niech taki użytkownik idzie sobie gdzieś indziej, niż obciąża serwery? Nie zdziwiłbym się, patrząc na to, jakie reklamy ostatnio wyświetlają mi się głównie na Twitterze – dropshipping dziwnych produktów „nie z AliExpress”, za kwoty sporo wyższe, niż na AliExpress, czy podejrzanych gier na komórkę. I popytałem wśród bliższych i dalszych znajomych, czy to oby nie przypadek Tomasza Lista i „ukraińskich dziewczyn”, ale wszystko wskazuje na to, że nie tylko ja widzę taki szmelc reklamowy.

Rano biedota, wieczorem użytkownicy Twitter Blue

I tak dochodzimy do tego, że takie limity mogę pomóc w lepszym targetowaniu komunikatów wysyłanych na Twitterze. Jak chcemy dotrzeć do każdego, to najlepiej wysyłać tweety rano, póki jeszcze „biedota bez Twitter Blue” (do której też się zaliczam ;-)) ma limity, by nasze wiadomości zobaczyć.

Jak celujemy w „klienta premium”, a przynajmniej takiego, co płaci za Twittera, to pewnie większa szansa na dotarcie do niego będzie wieczorem, gdy „bezpłatni” już nie korzystają, bo nie mogą. Oby tylko nie za późno, bo wtedy wielu „bezpłatnych” może wpadać na Twittera, „wystrzelać” to, co im jeszcze w ramach oszczędzanego przez większość dnia limitu pozostało… ;-)

Co na to konkurencja?

I choć pomysł z płatnym Twitterem (za konto zweryfikowane i inne bajery, które daje Twitter Blue) podchwyciły inne serwisy, i jak nic za chwilę i na Facebooku będą równi i… płacący, to mam pewne wątpliwości, czy akurat ten pomysł Elona konkurencja podchwyci. A szkoda, bo być może to byłoby najlepsze, co mogłoby spotkać np. takiego Facebooka, gdzie dzienny limit przeczytanych (zobaczonych) postów mógłby wielu skusić do refleksji, czy ja faktycznie potrzebuje widzieć 300 razy dziennie, co słychać u kota koleżanki, z którą od przedszkola kontaktu nie było (nie licząc lajków zostawianych od czasu do czasu, pod co fajniejszym zdjęciem… jej kota). No i na koniec warto uspokoić, że reklamy są poza limitem, więc tych nikt nam nie zabierze… ;-)

(!) Zgłoś błąd na stronie
Pomogłem? To może postawisz mi wirtualną kawę?
LUTy dla D-Cinelike (DJI Mini 3 Pro, DJI Avata, OSMO Pocket) od MiniFly
Wdrożenie Omnibusa w sklepie na WooCommerce
Jak (legalnie) latać dronem w Kategorii Otwartej