Koronawirus (SARS-CoV-2/Covid-19) jest z nami stosunkowo do niedawna, a już chyba większości dał się w kość – czy to bezpośrednio, czy też pośrednio, przez nakazy czy ograniczenia. Ale „najlepsze” na pewno jeszcze przed nami. Na pewno odczuje to cała gospodarka, i na pewno już odczuwają niektóre branże. Zwłaszcza te, które z przyczyn zdrowotnych zostały wyłączone lub znacznie „wyciszone”. Wszystkim niestety nie jestem w stanie pomóc, zwłaszcza że nie mogę wykluczyć, że być może niebawem sam będę musiał – odpukać – zacisnąć pasa. Ale są takie branże, gdzie owa pomoc ma dodatkowe znaczenie – mogę pomóc kupując produkt, a przy okazji napić się dobrego piwka…

Spółdzielcze z dostawą do domu

Oczywiście mowa o browarach, i to nie tych największych, bo one sobie świetnie poradzą. Większy problem – jak się zdaje – mają mniejsze browary, w tym tzw. browary kraftowe. Zwłaszcza te, które głównie piwo lały w beczki (petainery). W ich przypadku właściwie sprzedaż z dnia na dzień zamarła, bo główni odbiorcy, czyli puby też są zamknięte.

I nie mam ambicji pomóc każdemu browarowi. Co więcej, uważam, że dobrze się stanie gdy przy tej okazji nastąpi lekkie przewietrzenie, bo od jakiegoś czasu coraz łatwiej o naprawdę kiepskie piwo w pubie. A tym samym aktualna sytuacja być może wyeliminuje z rynku „zgniłe owoce”. Ale jest jeden browar, którego działalność zdecydowałem się wesprzeć (akurat z tych 2 czy 3 co uważam, że warto, na razie tylko ten w ten sposób mogłem).

Jest to Browar Spółdzielczy z Pucka. I nie ma tu mowy o lokalnym patriotyzmie, bo choć jest spora szansa, że niebawem faktycznie w jego okolicach wyląduje, to na obecną chwilę jest to dla mnie rejon jak każdy inny. Raczej kwestia ich specyficznej formuły:

Z tradycji Pucka, gdzie browary w dawnych latach były na wyciągnięcie ręki, powstał pierwszy Browar Spółdzielczy w Polsce. Działa w ramach Spółdzielni Socjalnej DALBA, której pracownikami są osoby niepełnosprawne. Browar, który powstał z potrzeby serca, zapału i dużej determinacji oraz pasji.

Oraz w dużej mierze tego, że miałem taką dość dogodną możliwość. A to wszystko przez ich post na Facebooku (tak, w końcu to dziadostwo przydało się do czegoś innego niż wciskanie reklam naiwniakom ;-)):

SPÓŁDZIELCZE PIWO Z DOSTAWĄ!

Nie pozwólcie żeby się przeterminowało :(

  • Zamawiacie co najmniej 20 butelek a wybór jest spory do zrobienia mixa
  • Napiszcie do nas wiadomość na fb browaru
  • Dostarczamy do Was kurierem lub odbiór osobisty u nas na browarze lub w Gdańsku w pubie spółdzielczym, oczywiście za okazaniem dowodu osobistego.
  • Płacicie przelewem lub kartą przy odbiorze u nas w browarze lub pubie
  • Dostawa jest bezpłatna

No cóż… Napisałem, dostałem cennik, który przy okazji okazał się też formularze zamówienia. Wybrałem/wypełniłem, odesłałem wraz z potwierdzeniem przelewu na odpowiednią kwotę i od tego momentu pozostało mi czekać na przesyłkę z 20 butelkami dobrego – jak mniemam – piwa.

I czar prysł...

Po opróżnieniu większości butelek niestety dobre wrażenie związane z zakupem jakby prysło. I to nawet nie dlatego, że piwa „mocniej chmielone” były w większości z tego chmielu wyprane, bo tutaj czas robi swoje, a można się było spodziewać, że mogą to niestety być magazynowe leżaki, którym – w większości – czas nie służy. Zresztą poza Flagowym, Cumowym i Funky Knot reszta ogólnie dość słaba. Nawet kwasy niby dobre, ale jakieś takie „płytkie” w smaku.

Problem w tym, że część piw okazała się produktami mocno niestabilnymi, i nawet w przypadku tych przechowywanych w lodówce, wyjętych z lodówki przed wypiciem by się trochę ogrzały, czuć było przy otwieraniu, że dwutlenku węgla jest tam być może więcej, niż powinno być. Dotyczy to zwłaszcza serii z owocami, gdzie nawet jedna butelka (Rożkowe 3.0) postanowiła solidnie eksplodować (granat), po tym, jak z lodówki została przełożona do „chłodzonej szafki” (~15-16 stopni) by piwo nabrało trochę temperatury przed wypiciem.

I jeszcze na to przymknąłbym może oko, bo się zdarza, ale totalnie rozczarowała mnie postawa przedstawiciela browaru, i to w sytuacji, jaką mamy obecnie, gdzie każdy klient powinien być traktowany niemalże trochę jak złoto. Zwłaszcza taki, co wspiera browar, robiąc tam zakupy w tak nietypowy sposób.

To nie tak, że liczyłem na gratisową butelkę w ramach rekompensaty (choć oczywiście byłby to na pewno miły gest, zwłaszcza że w zamówieniu tego piwa była tylko jedna butelka, w więc nawet nie mogłem spróbować, a za to miałem sporo dodatkowej roboty ze sprzątaniem), ale na trochę większe zainteresowanie tematem, niż „sprawdziliśmy na testowej butelce, jest OK”. Zwłaszcza że „piwne granaty” mogą być groźne…

Zamówienie złożyłem w piątek po 16, dziś odebrałem zamówienie (o kurierze jeszcze pewnie na koniec coś napiszę):

  • Flagowe, American IPA (6,2% alk; butelka 0,5 litra; 2020.05.30)
  • Funky Knot, Triple New England IPA (10,5% alk; butelka 0,5 litra; 2020.09.10)
  • Ósemkowe, Imperial IPA (8,5% alk; butelka 0,5 litra; 2020.07.01)
  • Cumowe, Dry Stout (5,5% alk; butelka 0,5 litra; 2020.04.24)
  • Wyblinkowe 2.0, Sour ALE (4% alk; butelka 0,5 litra; 2020.10.01)
  • Rożkowe 3.0, Gose z marakują (3,5% alk; butelka 0,5 litra; 2020.05.15)
  • Rozwojowe, Pale Ale z bursztynem (5% alk; butelka 0,5 litra; 2020.07.10)
  • Szotowe, Imperial Pale Ale (5,2% alk; butelka 0,5 litra; 2020.04.27)
  • Wyblinkowe, Sour ALE (3,5% alk; butelka 0,5 litra; 2020.05.15)
  • Triple Knot, Trople IPA (8% alk; butelka 0,5 litra; 2020.08.18)
  • Ratownicze, American Pale Ale (5,5% alk; butelka 0,5 litra; 2020.05.15)

Zestaw dość fajny (choć piłem tylko niektóre, więc prawda wyjdzie niebawem), taki – w więszkości – piw codziennych, ale też ciężko tutaj mówić o niespodziance, bo sam wybrałem, jakie i ile… ;-)

Tylko ten cholerny (kurier) DHL

I całą radość – w pewnym sensie – popsuł mi (kurier) DHL. Bo tyle się mówi, by siedzieć w domu, by nie wychodzić gdy nie trzeba, by co można zamawiać z dostawą do domu. Więc nawet piwo zamówiłem do domu. I co? I…

Najpierw dostaję informację, że „kurier podejmie próbę doręczenia przesyłki w godzinach 10-12”. Jak najbardziej mi to pasuje, bo akurat wcisnąć go mogę między spacery z psami. I tak siedzę do 12 z minutami, a kuriera brak. Więc uznałem, że trudno, jak zadzwoni, to skieruję go do sąsiadów, by tam zostawił dla mnie przesyłkę.

Nie zdążyłem jeszcze wyjść z osiedla, gdy ulicą śmignął mi samochód DHL, mknący w kierunku najbliższej Żabki. W czym utwierdził mnie trzy SMSy, jakie dostałem dosłownie kilka minut później:

Przesylka nr 0123456789 adres punktu odbioru DHL SERVICEPOINT ZABKA, [ADRES].

Przesylka nr 0123456789 zostala przekazana do punktu DHL ServicePoint po nieskutecznej probie doreczenia pod wskazany adres.

Przesylka nr 0123456789 oczekuje na odbior w DHL SERVICEPOINT ZABKA do dnia 07.kwi. Przy odbiorze podaj nr tel. i PIN 1234 .

Nie wiem, czy to kurier niezbyt wydajny i nie radzi sobie z przydzielonymi zadaniami, więc kłamie, czy to może taka procedura w DHL, że jak nie dajesz sobie (czasowo) rady, to zaznacz, że klienta w domu nie było. Czy może w firmie – w pogoni za wynikami – tak windują liczbę paczek, że nie ma szans roznieść wszystkich. Nie wiem. Wiem natomiast, że wolałbym prawdę, że jako firma nie dajemy rady, a nie wciskanie mi kitu, że niby akurat mnie w domu nie było.

(!) Zgłoś błąd na stronie