Wróciłem ze spaceru z psami, wstawiłem do gara coś na obiad, wyjąłem z lodówki coś chłodnego do wypicia „na lepsze trawienie”, i uznałem, że napiszę jeszcze jeden artykuł dziś. Taki większy, czyli żaden tam newslog (;-)), a pełnoprawny artykuł. Jeszcze tylko zerknę do SPAMu, bo czekam na dość ważną wiadomość, a jak jej nie było, tak nie ma. I w SPAMie jak to w SPAMie, czyli… SPAM. Ale można powiedzieć, że od czasu do czasu przejrzę te wiadomości, choćby po to, by wytypować kolejną paczkę kolejnych „Januszy Biznesu”, którzy trafią do odpowiedniej do tego celu instytucji, a wcześniej dostaną zapytanie o podstawę prawną, na jakiej wysłali mi swój SPAM. Ale z racji tego, że w kilku wiadomościach udających zapytanie ofertowe trafiłem na moją chyba ulubioną perełkę, to…

Bo jakoś tak wyszło, że wielu SPAMerów nie wie – lub udaje, że nie wie –  że jak w wiadomości mam informację czym zajmuje się firma i co może dla mnie zrobić, to jest to już wiadomość marketingowa, a skoro nie zamawiana, to będzie to SPAM. I nic tutaj nie pomoże dopisanie na końcu wiadomości specjalnego hasła, które najprawdopodobniej w jakiś magiczny sposób ma zalegalizować ten SPAM:

Czy możemy przesłać niezobowiązującą ofertę naszych usług?

Ale gratisem wyjaśnię ci SPAMerze z tej czy innej SPAM-firmy, że ciężko, by przesłanie oferty handlowej – nawet takiej, gdy o nią poproszę, a nie będzie po prostu SPAMem – było zobowiązujące. A używanie tego zwrotu, by podkreślić np. to, jaka to twoja firma jest fajna i w ogóle, gdy piszesz mi to w SPAM wiadomości na specjalnie w CEIDG podany adres-pułapkę dla takich SPAMerów jak ty, to wiesz co… To nie działa. I potraktuj to zobowiązująco.

(!) Zgłoś błąd na stronie