Ostatnio dużo się mówi o usłudze Netflix. Ale to, co się zmieniło, to już zazwyczaj nie w kontekście tego, jaka to świetna usługa, jakie fajne nowe tytuły się pojawiły. Ostatnio mówi się raczej o planach kolejnych podwyżek, o kolejnych utrudnieniach dla użytkowników korzystających z oferty w kilka osób, o kolejnych słabych produkcjach, i to nie tylko ze względu na wręcz nachalne propagowanie wszelkiej maści mniejszości jako nowej normalności. A teraz doszły jeszcze informacje o spadku liczby aktywnych użytkowników (abonentów), co oczywiście wywołało spadki akcji spółki na giełdzie. No kto by się spodziewał… ;-P

Quo vadis Netfliksie?

Oczywiście nie bez znaczenia jest też fakt, że pojawiło się – również w Polsce – sporo konkurencyjnych platform VOD, które wprawdzie często nie mają aż tak bogatej – jeśli chodzi o liczby – biblioteki, ale średnia jakość produkcji zdaje się stać na dużo wyższym poziomie niż średnia jakość produkcji w bibliotece Netflixa. Bo tutaj ciężko chyba nie odnieść wrażenia, że dawno jakość zastąpiono ilością i… ideologią.

Nie mogę mówić za wszystkich, ale widzę po znajomych, że coraz więcej osób rezygnuje z Netflixa. Większość przeszła do konkurencji. Tej czy innej. Sam na razie jeszcze nie zrezygnowałem, ale kolejna podwyżka, czy jakieś majstrowanie przy logowaniu do kont współdzielonych między najbliższymi (w ramach rodziny lub kręgu towarzyskiego) i niewykluczone, że też zdecyduję się na ten krok.

Zwłaszcza że już teraz widzę, że aplikację Netflix uruchamiam właściwie tylko by obejrzeć nowy odcinek jednego z kilku seriali, które zacząłem oglądać dawno temu. Jak szukam czegoś nowego, to częściej uruchomię aplikację Amazon Prime lub HBO Max. I to nie ze względu na jakieś uprzedzenia, czy ogólną niechęć. Chodzi tylko i wyłącznie o ofertę. A właściwie jej brak. Przynajmniej dla mnie.

Weźmy moje ostatnie podejście do Netfliksa. Niedzielny wieczór. Mam ochotę obejrzeć film. Stwierdzam, że dam szansę i uruchamiam aplikację Netflix. Przechodzę do nowości, przewijam, przewijam… przewijam. Same jakieś dziwne tytuły – ni to bajki, ni to jakieś koreańskie anime, ni to… Kilka, może kilkanaście minut przewijania i nic, nad czym choćbym na chwilę się zatrzymał, zastanowił, że może… Przełączyłem się na jedną z pozostałych usług – mógłbym podać, czy Amazon Prime, czy HBO Max, ale to nie ma znaczenia, bo następnego dnia ponowiłem test z podobnym skutkiem, z drugą usługą – i po chwili już oglądałem wybrany film.

I tak sobie pomyślałem, że chyba trzeba prewencyjnie zrobić listę rozpoczętych seriali na Netfliksie, wywalić z niej te słabsze, lepsze obejrzeć do końca. Na wszelki wypadek. Bo nawet jak jakimś cudem oni nic nie odwalą, to możliwe, że któregoś dnia, po kolejnym bezowocnym szukaniu czegoś do obejrzenia w tym serwisie, albo kolejnej nachalnej lewackiej i/lub homo i/lub etnicznej i/lub feministycznej propagandzie, pójdę śladem znajomych, i również zrezygnuję z subskrypcji…

(!) Zgłoś błąd na stronie
Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!