Choć media społecznościowe jako takie nie są miejsce, gdzie chętnie dzielę się tym, co np. właśnie mam na talerzu, to w najpopularniejszych serwisach tego typu mam konta. Część (np. Facebook) używam do zarządzania innymi kontami i puszczania reklam, co mają strzyc owieczki tam zebrane. Inne (np. Twitter) traktuje jako uzupełnienie RSSów, czyli jako źródło informacji. I właśnie a Twitterze trafiłem wczoraj na ciekawy wątek, dotyczący usługi Google Ads (dawniej Google AdWords) i puszczania reklam z własną nazwą jako słowo kluczowe…

Nazwa własna jako słowo kluczowe w Google Ads

Reklamy w wyszukiwarce Google (Google Ads) zazwyczaj „puszcza się” na słowa czy zwroty, związane z naszą branżą, z oferowanym produktem lub usługą. Ale już korzystanie z (unikatowej) nazwy własnej firmy, produktu czy usługi, a tym bardziej domeny (adres URL) jako słowa kluczowego mogłoby się wydawać, że jest bezcelowe, bo w końcu Google (wyszukiwarka) i tak powinna nas pokazać w wynikach wyszukiwania. I to na jednej z pierwszych, jak nie pierwszej pozycji…

Tak przynajmniej wygląda to w teorii, o czym często przekonują się osoby promujące swój biznes w internecie. Nawet najlepsze SEO (sic! ;-)) nic nie da, jeśli Google w wynikach wyszukiwania na nazwę naszej firmy lub usługi na pierwszych 4 pozycjach umieści płatne reklamy, ze słowem kluczowym właśnie w postaci nazwy naszej firmy/usługi.

Chcąc nie chcąc, by nie tracić ruchu, musimy również wykupić reklamę na takie słowa kluczowe i tym samym płacić za ruch, który zdawałoby się, powinien być organiczny (bezpłatny). Nie jest to nic nowego, taka (w pewnym sensie chora) sytuacja ma miejsce od dawna.

I tak dochodzimy do Twitta Jasona Frieda z Basecamp.com, który opisując ten proceder na swoim przykładzie, zademonstrował, że przy okazji można dać małego pstryczka w nos Google:

When Google puts 4 paid ads ahead of the first organic result for your own brand name, you’re forced to pay up if you want to be found. It’s a shakedown. It’s ransom. But at least we can have fun with it. Search for Basecamp and you may see this attached ad.

I treść samej reklamy:

Basecamp.com | We don’t want to run this ad.

We’re the #1 result, but this site lets companies advertise against us using our brand. So here we are. A small, independent co. forced to pay ransom to a giant tech company.

I pewnie bym o tym nie pisał, gdyby nie odpowiedź Google (Google Ads), która zdaje się, że nie tylko idealnie pokazała aktualną „filozofię” tej korporacji, ale też chyba poirytowała osoby, które miały okazję zapoznać się z tym wątkiem:

To provide users with the most relevant ads, we don’t restrict trademarked terms as keywords. We do restrict trademarked terms in ad text if the trademark owner files a complaint here: https://services.google.com/inquiry/aw_tmcomplaint

I nie bez przyczyny, bo szybko wypomniano Google (Google Ads), że „aby zapewnić użytkownikom jak najtrafniejsze reklamy, nie ograniczamy haseł będących znakami towarowymi jako słów kluczowych” działa w przypadku wszystkich, poza Google i ich produktów i usług, których to nazw w większości przypadków nie można używać jako słów kluczowych. Niestety osoby odpowiedzialne za konto Google Ads na Twitterze już nie zabrały więcej głosu w dyskusji, tym samym to pytanie pozostało (tak jakby ;-)) bez odpowiedzi…

(!) Zgłoś błąd na stronie
Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!

Spodobał Ci się artykuł? Zapisz się do naszego Newslettera - ZERO SPAMu, same konkrety, oraz dostęp do dodatkowych materiałów przeznaczonych dla subskrybentów!

Na podany adres e-mail otrzymasz od nas wiadomość e-mail, w której znajdziesz link do potwierdzenia subskrypcji naszego Newslettera. Dzięki temu mamy pewność, że nikt nie dodał Twojego adresu przez przypadek. Jeśli wiadomość nie przyjdzie w ciągu najbliższej godziny (zazwyczaj jest to maksymalnie kilka minut) sprawdź folder SPAM.

Patryk

CEO Webinsider.pl, a do tego CTO, CIO, CFO, CMO, CSO, COO i CRO ;-)
Pasjonat nowych technologii - od sprzętu po oprogramowanie, od serwerów po smartfony i rozwiązania IoT. Potencjalnie kiepski bloger, bo nie robi zdjęć "talerza" zanim zacznie jeść.

Dumny przyjaciel swoich psów :-)
Spodobał Ci się artykuł? Zapisz się do naszego Newslettera!