Od kilku dni na grupach związanych z dronami przewija się temat zmian, jakie potencjalnie mogą wejść w życie, być może nawet z początkiem 2022 roku. Chodzi o obowiązkowe OC posiadaczy (operatorów) dronów. I choć nie jestem entuzjastą przeróżnych danin, opłat i podatków, to akurat OC dla operatorów dronów wydaje mi się jak najbardziej słuszne. Zwłaszcza że lata teraz nad naszymi głowami tego coraz więcej, a do tego często mamy do czynienia nie tylko z podstawowymi brakami wiedzy/umiejętności, ale często są to najtańsze sprzęty, gdzie poza losowym zachowaniem mamy funkcję RTH, czyli… Return To Hongkong, co oznacza, że nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy taki dron sobie odleci, a tym samym gdzie i na kogo lub na co spadnie.

Problem tylko taki, że skoro ma być obowiązkowe ubezpieczenie na drony, to nie widzę – a wręcz przeciwnie – powodu, by takie ubezpieczenie nie było obowiązkowe dla rowerzystów, czy patologii komunikacyjnej ostatnich lat, czyli elektrycznych hulajnóg. A to oznacza, że w naszym świecie z solidnym deficytem rozsądku za chwilę każdy będzie musiał mieć 20-30 różnych ubezpieczeń OC. Bo przecież nie może być tak, że można wykupić jedno ubezpieczenie OC, które zostanie przypisane do danej osoby, gdzie ewentualnie tylko dodajemy konkretne zakresy odpowiedzialności ubezpieczyciela (pies, samochód, rower, hulajnoga, dron, mieszkanie, …).

(!) Zgłoś błąd na stronie
Envato Elements - pobierasz co chcesz, ile chcesz