Jest taka postać w internecie (wiele wskazuje na to, że „w realu” najpewniej też istnieje, ale ja znam ją tylko „w kontekście internetu” ;-)), która – jak sama o sobie pisze – zajmuje się m.in. „monitorowaniem dezinformacji w sieci”. Na postać tę zwróciłem uwagę już dość dawno temu, przy okazji jakieś „analizy mediów społecznościowych”. Od tego czasu już kilkukrotnie rozważałem też napisanie jakiegoś artykułu z odniesieniem się do jej internetowej działalności. Za każdym razem ostatecznie uznawałem, że choć – oczywiście w moim odczuciu, w mojej opinii – jej analizy są „o kand d… potłuc”, a do tego często, zamiast walczyć z dezinformacją, to – oczywiście w moim odczuciu, w mojej opinii – ją szerzy, to jednak jeszcze nie tym razem.

Tak intensywnie monitoruje dezinformację, że aż dezinformuje

W dużej mierze wynikało to z tego, że jej raporty może i merytorycznie czy warsztatowo – oczywiście w moim odczuciu, w mojej opinii – słabe, to pod względem objętości często na tyle długie, że ewentualna polemika musiałaby z nimi być również dość obszerna, by wykazać wszystkie „nieścisłości”. A na koniec i tak duża część „totalnych” widziałaby to, co chce, czyli to, co widziała na początku.

Tym razem jednak nasza bohaterka, czyli „analityczka #socialmedia”, zajmująca się „monitorowaniem dezinformacji w sieci” oraz „marketingiem sektora publicznego” (ach te NGOsy ;-)) chyba przeszła samą siebie, i w kilku słowach na Twitterze wystawiła się tak pięknie, że uznałem, że kiedy jak nie teraz.

I tak mamy informację o tym, że „prezes bierze się za naszych synów”:

Macie synów?
Prezes chce im zaplanować jakiś rok życia.

Jako potwierdzenie podaje link do artykułu na stronie wyborcza.pl oraz zrzut ekranu z fragmentem, do którego się odnosi:

Kaczyński był pytany we wrześniu, czy planuje opuścić rząd. Zaznaczył, że na pewno w tym roku tego nie zrobi, bo pracuje nad projektami dotyczącymi powszechnego obowiązku obrony. – Kiedy te ustawy będą w procesie uchwalania lub zostaną uchwalone, zastanowię się, czy nie wrócić do mojego właściwego zajęcia, czyli kierowania partią – powiedział Kaczyński w rozmowie z PAP.

Łatwo dodać dwa do dwóch i tym samym w komentarzach pod jej twittem wielka panika, bo oto Kaczyński szykuje przywrócenie obowiązkowego poboru do wojska, a tym samym wielu synów przynajmniej na rok będzie musiało zapomnieć o latte. I to najpewniej nie tylko tym sojowym.

I choć nie mogę wykluczyć, że może i faktycznie pobór wróci, to na pewno nie ma o tym ani słowa w cytowanym przez naszą analityczkę fragmencie. Co więcej – gdy ktoś zwracał jej uwagę na to, że dopuszcza się manipulacji, to ta odwraca kota ogonem, że to nie dezinformacja, bo ona po prostu te słowa odczytała tak, a nie inaczej:

Kataryna:

Oto przykład jak może wyglądać dezinformacja. I to działa – popatrzcie na komentarze.

Anna Mierzyńska:

To absurdalne, co pani pisze. To nie jest dezinformacja. Proszę sobie definicję przypomnieć. PJK to powiedział – dokładny cytat jest w moim tweecie, jest też źródło. W kolejnym swoim tweecie wyjaśniam, że PJK nie precyzuje treści zmian. Jego słowa ja odczytuję właśnie tak.

I oczywiście nie odbieram jej prawa do wolności myśli i oceny, ale jeśli ktoś pisze, że zajmuje się dezinformacją, a wyskakuje z takim twittem, dodatkowo najpewniej wiedząc, że trafi on na podatny grunt, to jak dla mnie, nie jest to działanie przypadkowe. I w moich oczach, w mojej opinii, Anna Mierzyńska powinna monitorowanie dezinformacji zacząć od siebie.

Rozporządzenia Rady Ministrów z 31 sierpnia 2021 „w sprawie wprowadzenia obowiązkowych ćwiczeń wojskowych”

A jak już koniecznie chciała postraszyć młodych – a może bardziej ich rodziców – wojskiem, to można było bez zabawy w „ja to odczytuję właśnie tak” odnieść się do Rozporządzenia Rady Ministrów z 31 sierpnia 2021 „w sprawie wprowadzenia obowiązkowych ćwiczeń wojskowych”.

Bo nawet jeśli obecnie nie wygląda to na powrót do powszechnego poboru, przynajmniej w formule, jaką znam(y) sprzed kilkunastu lat, to widać, że też prawdopodobnie nie będzie tak, jak obecnie, czyli nic a nic.

(!) Zgłoś błąd na stronie