Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!

Dziś w kilku miejscach trafiłem na artykuły o pogromcy/alternatywie dla iMovie od Adobe. Nie jestem fanem Apple, ale Adobe Premiere Rush CC (bo o nim mowa) ciężko nazwać nie tylko pogromcą (gdzieś chyba nawet widziałem, że kogoś poniosła fantazja i napisał iMovie killer ;-)), ale i alternatywą dla iMovie…

Adobe Premiere Rush CC

Trzeba przyznać, że o ile na Maku użytkownicy mają bezpłatny (!) program iMovie, który zbiera bardzo dobre opinie, nie tylko ze względu na prostą obsługę, to na Windowsie mam(y) większy problem. Oczywiście są bezpłatne programy (np. świetny DaVinci Resolve, czy HitFilm Express, Filmora, a może nawet faktycznie dość prosty/ubogi Ezvid) to brak nowoczesnego, fajnie zaprojektowanego programu dla mniej zaawansowanych użytkowników.

Takiego, który mógłby przejąc pałeczkę po skasowanym przez Microsoft Windows Movie Maker (dostępny w systemie Windows 10 edytor wideo to jednak jeszcze nie to). Programu, który byłby nie tylko prosty w obsłudze, ale i oferował też kilka podstawowych opcji, jakie nieliniowy edytor wideo powinien posiadać (np. pracę nad projektami, wiele ścieżek, podstawowe efekty i transformacje).

I tak dochodzimy do programu Adobe Premiere Rush CC, który został zaprezentowany dziś przez Adobe. Programu, który potencjalnie mógłby – korzystając z marki Adobe i renomy programu Premiere Pro – stać się na Windowsie takim iMovie. Mógłby, ale wszystko wskazuje na to, że się nie stanie.

Program faktycznie wydaje się prosty w obsłudze, rzekłbym nawet, że być może nawet za prosty – wygląda trochę tak, jakbyśmy na komputerze uruchomili emulator Androida, i na nim jakiś „komórkowy edytor”.

Ale zapewne wynika to z pomysłu Adobe na ten program – ma on być dostępny na różnych platformach (Windows, Mac/OS X, iOS, i niebawem Android), a dzięki Adobe Cloud prace rozpoczętą np. na tablecie będzie można dokończyć na komputerze stacjonarnym.

Zresztą o przeznaczeniu programu dla naprawdę mało zaawansowanych użytkowników świadczy nie tylko podstawowy interfejs edytora, ale i opcje, w których za dużo elementów nie znajdziemy:

Co oczywiście nie musi być wadą, a wręcz – patrząc na grupę docelową – może być zaletą.

Poza tym program w standardzie oferuje nie tylko zapis na lokalnym urządzeniu, ale również możliwość zapisania utworzonego materiału wideo (filmu) bezpośrednio do takich serwisów jak YouTube, Facebook, Instagram czy Behance (należy do Adobe, więc jego obecność tutaj mnie nie dziwi, nawet jeśli to już chyba serwis bardziej pro, przynajmniej jeśli chodzi o użytkowników):

Niby wszystko OK, niby mógłby być sukces, bo faktycznie obsługa jest banalna, a możliwości – jak na grupę docelową – wcale nie takie małe, ale…

Dla amatora za drogie, dla profesjonalisty… za proste

I tak dochodzimy do najlepszego, czyli wracamy do pierwszego akapitu, w którym napisałem, że – wbrew krzykliwym tytułom w niektórych serwisach – ani to alternatywa dla iMovie, ani tym bardziej pogromca.

Nie będę rozpisywał się na temat możliwości Adobe Premiere Rush CC względem iMovie, bo ten ostatni program znam tylko przelotnie. Naprawdę nie korzystam – i raczej nie zanosi się by to się miało zmienić – z urządzeń Apple. Ale jest pewien element, który rzuca się w oczy od razu. Gdy iMovie jest dla użytkowników komputerów Apple dostępny za darmo, za program Adobe trzeba zapłacić.

Wprawdzie z programu Adobe Premiere Rush CC możemy korzystać bezpłatnie, ale tylko do momentu, aż będziemy chcieli zmontowany film zapisać jako plik wideo,lub przesłać do jednego z obsługiwanych serwisów zewnętrznych. W wersji bezpłatnej możemy taką operację wykonać 3 razy. Potem zostają ew. zakupy…

A tanio – zwłaszcza jak na możliwości programu – nie będzie, bo program jest oferowany w subskrypcji, za 9,99 € (+ VAT) miesięcznie. Brzmi to trochę jak żart, ale obecnie taki jest faktycznie koszt tego programu:

Alternatywnie dostęp do programu – już bez dodatkowych opłat – mają użytkownicy/abonenci planów Creative Cloud All Apps, Premiere Pro CC (wybrana aplikacja), i planu dla Studentów.

To nie jest zła aplikacja, ale…

By było jasne – nie uważam, by była to zła aplikacja, ale albo powinna być oferowana za darmo, jako promocja starszego brata (Premiere Pro), albo jej koszt miesięczny powinien być dużo niższy, powiedzmy, ze gdzieś w okolicy dolara/euro miesięcznie. Ale też nie mam wątpliwości, że znajdą się chętni na ten program w tej cenie, bo co jak co, ale w Adobe raczej wiedzą co robią jeśli chodzi o sprzedaż usług (tak, jak oprotestowany swego czasu model subskrypcyjny okazał się strzałem w dziesiątkę. Również jeśli chodzi o dochody firmy).

A jeśli jednak program okazałby się komercyjna klapą, to zawsze będą mogli dać go za darmo, zyskując przy tym sporo punktów do respektu… ;-)

(!) Zgłoś błąd na stronie
Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Skontaktuj się z nami!
Spodobał Ci się artykuł? Zapisz się do naszego Newslettera - ZERO SPAMu, same konkrety, oraz dostęp do dodatkowych materiałów przeznaczonych dla subskrybentów!
Na podany adres e-mail otrzymasz od nas wiadomość e-mail, w której znajdziesz link do potwierdzenia subskrypcji naszego Newslettera. Dzięki temu mamy pewność, że nikt nie dodał Twojego adresu przez przypadek. Jeśli wiadomość nie przyjdzie w ciągu najbliższej godziny (zazwyczaj jest to maksymalnie kilka minut) sprawdź folder SPAM.
Janusz i Janusz dzięki motywowi Divi od Elegant Themes koszą siano robiąc strony
WebInsider poleca księgowość wFirma
WebInsider korzysta z VPSa w HitMe.pl
WebInsider poleca VPSy DigitalOcean
WebInsider poleca serwis Vindicat
Napisz komentarz
wipl_napisz-komentarz_01Jeśli informacje zawarte na tej stronie okazały się pomocne, możesz nam podziękować zostawiając poniżej swój komentarz.

W tej formie możesz również zadać dodatkowe pytania dotyczące wpisu, na które – w miarę możliwości – spróbujemy Ci odpowiedzieć.
Linki partnerskie
Niektóre z linków na tej stronie to tzw. „linki partnerskie”, co oznacza, że jeśli klikniesz na link i dokonasz wymaganej akcji (np. zakup/rejestracja) możemy otrzymać za to prowizję. Pamiętaj, że polecamy tylko te produkty i usługi, z których sami korzystamy, i uważamy, że są tego na prawdę warte… :-)
Znaki towarowe i nazwy marek
W niektórych wpisach (oraz innych miejscach na stronie) mogą być przedstawione/użyte znaki towarowe i/lub nazwy marek, które stanowią własność intelektualną tych podmiotów, a zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Monika ćwiczy przed kongresem ko..., ale zapisała się do Newslettera WebInsider.pl, choć... i tak nic nie widzi