Wczoraj po internecie rozlała się informacja o tym, że Warszawski Transport Publiczny (strona WTP przejęła przy okazji część „zadań” od strony ZTM, która także się zmieniła) ma nową stronę. To akurat zapewne dostrzegł (prawie) każdy, kto w ostatnich dniach chciał choćby sprawdzić rozkład. No ładne to to nie jest, ale to nie wygląd czy nawet (okrojenie) funkcjonalności stoi za tym „rozgłosem” (a być może szkoda). Media – a za nimi niestety niektórzy politycy – podchwycili temat od absurdalnej strony, pokazując – moim zdaniem – swoją totalną niewiedzę w temacie, jak i to, że nieprzypadkowo mówi się, że dziennikarzy już właściwie nie ma, bo zastąpili ich pracownicy mediów…

Nowa strona ZTM i WTP na WordPressie

Głównym zarzutem jest to, że strona powstała w oparciu o „darmowy program WordPress”, co jest przeciwstawiane temu, że wdrożenie strony kosztowało ponad milion złotych (1 124 000 zł). I przyznam, że taka kwota za stronę WWW – niezależnie od tego, na czym ją oparto – może robić wrażenie, ale każdy, kto ma coś wspólnego z branżą, wie, że często większość kosztów generują „zadania poboczne”, których tutaj na pewno było bardzo dużo (ale to trzeba by poznać choćby SIWZ czy OPZ).

Dlatego też tematu kasy nie będę (specjalnie mocno) ruszał, choć zaznaczę, że nie ma nic dziwnego tym, że strona „na darmowym programie” może kosztować sporo. Tak samo jak nie ma nic dziwnego w tym, że wybrano WordPressa. Zarzucając temu nie tylko „darmowość” (co dla nas akurat jest plusem, bo jest to nie tylko bezpłatny system, ale również – a może przede wszystkim – open source, czyli z otwartym kodem), ale i niebezpieczeństwo, co jest „argumentowane” (ziew…) ilością ataków itp.

Przypomina mi to trochę główny zarzut, jaki przez lata – czasem słusznie, zazwyczaj jednak nie – stawiaono Windowsowi. A to nie tak, że Windows czy WordPress to niebezpieczne rozwiązania. To… bardzo popularne rozwiązania, a więc siłą rzeczy jest więcej chętnych, by je atakować. Zresztą widać to po MacOS czy Linuksie (zwłaszcza w wersji mobilnej, czyli Android), gdzie wraz ze wzrostem popularności zaczęły pojawiać się zagrożenia. Bo po prostu zaczęło się to opłacać.

Nie bez znaczenia jest też to, że sporo stron na WordPressie po wykonaniu jest zostawiana bez wsparcia. Często z winy klienta, który nie chce płacić dodatkowo za taką usługę, a wykonawca nie umie przekonać go do tego, że warto, ze trzeba… Czy chociaż pokazać, jak i czemu klient sam powinien takie aktualizacje robić (choć zdarzają się też takie perełki, że wykonawca wręcz blokuje możliwość aktualizacji). W takiej sytuacji faktycznie jest spora szansa, że prędzej czy później jakaś podatność może zostać odkryta – jak nie w samym WordPressie, to w motywie lub jednej ze wtyczek. Ale autorskie/komercyjne rozwiązania też mają tego typu problemy, a do tego jest spora szansa, że nikt takiego błędu w tego typu rozwiązania nie załata…

Strona nie bez wad

Bardzo możliwe, że o temacie w ogóle bym nie pisał gdyby nie to, że o temacie zrobiło się głośno (kasa, kasa…), a zarazem sama strona nie jest bez wad. I to nawet nie takich, które można wygrzebać, analizując stronę. Ale mowa o takich, które dostrzeże zapewne „zwykły użytkownik”. Zaczynając od wyglądu, który wydaje się ociężały, gruby, tłusty…

Choć to rzecz gustu, i zapewne części osób strona nie będzie się podobać, ale znajdą się też i tacy, co będą się nad jej wyglądem rozpływać.

Większy problem, to pewne ograniczenia funkcjonalności, jakie widać choćby po braku własnej wyszukiwarki połączeń, zamiast której znajdziemy widget do serwisu JakDojade.pl, co być może nawet wyjdzie z pożytkiem dla korzystających, ale… Jest to jednak usługa zewnętrzna, i jako taka może działać, a może… nie działać. Tylko w takim wypadku być może, zamiast wstawiać taki wykastrowany z opcji widget, którego wypełnienie przenosi na stronę JakDojade.pl, lepiej było dać… zwykły baner/link (tak jak to zrobiono choćby w menu).

Z tą dostępnością też nie jest tak dobrze, bo wczoraj – gdy przygotowywałem materiały do tego artykułu – bez większego problemu udawało mi się trafić na błąd:

W witrynie wystąpił problem. Dowiedz się więcej o debugowaniu WordPressa.

Oczywiście, można to tłumaczyć wzmożonym zainteresowaniem stroną w dniu wczorajszym, ale… Takich sytuacji, gdy w jednym momencie więcej osób chce np. sprawdzić rozkład jazdy, w skali roku zapewne jest więcej. I zaraz się może okaże, że oddelegowanie wyszukiwania połączeń i ogólnie wyszukiwania na stronie (do Google) na zewnątrz to za mało, i trzeba oddelegować też i inne zadania… ;-)

Pastwić się (więcej) nie będę

I chyba na tym zakończę temat, bo w internecie na ten temat napisano/powiedziano wszystko, choć często skupiając się na bzdurach jak „darmowy program WordPress i ponad milion złotych”, zamiast na szczegółach przetargu (pewne niejasności tutaj się potencjalnie pojawiają), czy samym wykonaniu strony (gdzieś mi się obiło, że wymagana dostępność strony wg dokumentacji przetargowej to tylko 99,4%).

Mógłbym też pożartować sobie z niektórych artykułów na niektórych blogach niektórych agencji, gdzie trafiłem na kwiatki w stylu, że do takiej strony na stałym dyżurze musi być przynajmniej jeden programista, a do tego to w ogóle nie wysoka kwota, tylko wręcz dumpingowa… Mógłbym, ale poza tymi smaczkami, to raczej mogę się zgodzić z większością tego, co napisali…

(!) Zgłoś błąd na stronie

Patryk

CEO Webinsider.pl, a do tego CTO, CIO, CFO, CMO, CSO, COO i CRO ;-)
Pasjonat nowych technologii - od sprzętu po oprogramowanie, od serwerów po smartfony i rozwiązania IoT. Potencjalnie kiepski bloger, bo nie robi zdjęć "talerza" zanim zacznie jeść.

Dumny przyjaciel swoich psów :-)