Kilka dni temu, na stronie Konfederacji Lewiatan (oczywiście nie byle jakiej, bo portal internetowy współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego ;-)) pojawił się artykuł o tym, że realizacja usługi e-Doręczenia przez Pocztę Polską to złe rozwiązanie. Temat podchwyciły kolejne portale, gazety i blogi, i mamy wysyp artykułów w stylu „2 zł za e-mail? Chyba kogoś pogięło…”. Fakt, płatny e-mail, i to jeszcze 2, czy nawet 3,45 zł netto wydaje się na tyle absurdalny, że temat ten musi dobrze żreć…

e-Doręczenia – usługa rejestrowanego doręczenia elektronicznego w Polsce

Sam temat e-Doręczenia nie jest nowy, bo prace nad nim trwają już od jakiegoś czasu. Zresztą nie tylko w Polsce, ale też i w innych krajach europejskich. Z założenia ma to być usługa, która ostatecznie wyeliminuje, lub przynajmniej mocno zredukuje papierowe (klasyczne) listy polecone, wysyłane (nie tylko) w komunikacji z podmiotami publicznymi:

Pomyśl, jakby to było, gdybyś zamiast wizyty w urzędzie lub osobistego odbierania listu poleconego mógł załatwić tę samą sprawę jednym kliknięciem myszy, bez względu na miejsce twojego aktualnego pobytu? Albo gdybyś zamiast posiadania wielu kont na różnych dedykowanych portalach administracji miał jedno miejsce do komunikacji ze wszystkimi podmiotami publicznymi? Nasz projekt ci to umożliwi.

(…)

Projekt e-Doręczenia jest wynikiem prac strumienia e-Skrzynka i e-Doręczenie w ramach programu „Od papierowej do cyfrowej Polski”.

Sprowadzanie tego do skrzynki e-mail, jest bardzo dużym uproszczeniem. Tak samo, jak sprowadzanie wysłania tego typu wiadomości do wiadomości e-mail jest sporym nadużyciem:

e-Doręczenie to uniwersalna usługa zaufania świadczona przez zaufaną trzecią stronę – dostawcę usługi rejestrowanego doręczenia elektronicznego.

(…)

Zaufani dostawcy (publiczny i kwalifikowani) będą wystawiali dowody wysłania i otrzymania zgodne z eIDAS – czyli dające pewność nadawcy i adresata oraz czasu doręczenia.

(…)

Baza Adresów Elektronicznych umożliwia łatwe wyszukanie jednorodnego adresu do doręczeń.

(…)

Docelowo cała korespondencja podmiotów publicznych nadawana będzie w postaci elektronicznej – przy pomocy publicznej usługi rejestrowanego doręczenia elektronicznego lub publicznej usługi hybrydowej świadczonej przez Państwowego Dostawcę.

(…)

Z e-Doręczeń będzie mógł skorzystać każdy: zarówno obywatel, jak i przedsiębiorca, którzy z dniem wpisania adresu do doręczeń w Bazie Adresów Elektronicznych (rejestr państwowy) będą mogli wymagać od podmiotów sektora publicznego komunikacji w postaci elektronicznej (…)

Jak widać, mamy tutaj dodatkowe wymagania dotyczące integralności przesyłanych wiadomości, tak samo, jak jednoznaczne znaczniki czasu wysyłki i odczytania/odebrania przez adresata. Co musi kosztować.

Kwestią sporną może być, czy podawany przez Konfederację Lewiatan koszt wiadomości (2-3,45 zł netto) jest wysoki czy nie. Ale jest to zdecydowanie niższa kwota niż zwykłego listu poleconego. Do tego trzeba dodać, że podobne rozwiązania w innych krajach unijnych potrafią kosztować znacznie więcej (np. Francja). Choć oczywiście to nie oznacza z automatu, że podana cena jest niska.

Pojawia się też temat Poczty Polskiej, i czy faktycznie to ten podmiot powinien występować w roli Narodowego Operatora Cyfrowego, który będzie realizował usługę e-Doręczenia. Zarówno w kontekście „konkurencyjnych rozwiązań”, jak i zakwalifikowania tego jako niedozwolonej pomocy publicznej.

Co do pierwszej „wątpliwości” to… ja jej nie podzielam. Jeśli już jakiś podmiot ma pełnić taką funkcję, to niech to będzie Poczta Polska. I to pomimo moich mieszanych uczuć co do samego działania tej instytucji.

Jeśli natomiast chodzi o kwestię niedozwolonej pomocy publicznej, to… nie wiem, czy to dozwolona, czy nie, ale faktycznie tak można to odbierać – jako pomoc publiczną dla Narodowego Operatora Pocztowego. I ja nie widzę w tym nic złego. Więcej – niechciałbym, by w wyniku braku takie pomocy, przy ponoszonych kosztach (np. placówka pocztowa w mieście, niezależnie od jej rentowności) Poczta Polska została „sprywatyzowana”. Nie tylko dlatego, że jest to (nadal) podmiot o znaczeniu strategicznym, ale i dlatego, że wiemy, jak takie prywatyzacje wyglądają i dla kogo (nie) są zazwyczaj dobrym interesem. Przy tej okazji chciałbym „pozdrowić” np. Janusza Lewandowskiego…

(!) Zgłoś błąd na stronie

Spodobał Ci się artykuł? Zapisz się do naszego Newslettera - ZERO SPAMu, same konkrety, oraz dostęp do dodatkowych materiałów przeznaczonych dla subskrybentów!

Na podany adres e-mail otrzymasz od nas wiadomość e-mail, w której znajdziesz link do potwierdzenia subskrypcji naszego Newslettera. Dzięki temu mamy pewność, że nikt nie dodał Twojego adresu przez przypadek. Jeśli wiadomość nie przyjdzie w ciągu najbliższej godziny (zazwyczaj jest to maksymalnie kilka minut) sprawdź folder SPAM.

Patryk

CEO Webinsider.pl, a do tego CTO, CIO, CFO, CMO, CSO, COO i CRO ;-)
Pasjonat nowych technologii - od sprzętu po oprogramowanie, od serwerów po smartfony i rozwiązania IoT. Potencjalnie kiepski bloger, bo nie robi zdjęć "talerza" zanim zacznie jeść.

Dumny przyjaciel swoich psów :-)