Nie będę „straszył” cię drogi – czasem wręcz dosłowniemBanku tym, że odejdę od ciebie, bo choć moje główne finanse są już od dawna gdzie indziej, to jednak „karta kredytowa na zawsze i bez warunków za darmo” u was zostaje (przynajmniej do momentu, aż nie wypowiecie jednostronnie tej promocji). Nie będę również wypominał ci „rodzica” (ComerzBank), czy też „podobieństwa” używanej symboliki do…, choć są tacy, co zapewne i to zrobią… Ale muszę przyznać, że „średnio” podoba mi się twoje zaangażowanie po jednej ze stron sporu nie tyle ideologicznego, ile politycznego. I to takiego, gdzie chyba już widać, że coraz mniej chodzi o kobiety (pomijając już nawet pierwotny (bez)sens tych protestów, wynikający chyba w dużej mierze z braku zrozumienia prawa, czy wręcz manipulacji), a coraz bardziej właśnie o politykę. I o ile nachalne promowanie WOŚP przełknąłem – jak co roku – bez słowa, to w tym przypadku chyba poszliście o krok za daleko.

(m)Bank prawa wyboru, a nie prawa do życia?

Bo choć każdy z nas ma jakieś poglądy, jakieś ideały, to gdzieś tam w mojej głowie naiwnie się tliło, że bank, jako instytucja w pewnym sensie zaufania społecznego, raczej powinien zachować neutralność ideologiczną, a już na pewno polityczną. Zwłaszcza w sytuacji takiej, z jaką obecnie mamy do czynienia, gdzie nie ma jednej strony, która miałaby rację, bo jest to temat złożony, i zdecydowanie rozpatrywany powinien być w sumieniach, być może i waszych, a nie w ramach „kampanii zasięgowej” w mediach społecznościowych.

I choć do bycia „talibem” – i to nie tylko w kontekście aborcji – mi daleko, to nie bardzo rozumiem czemu mój bank, który powinien zajmować się moimi pieniędzmi, chce zajmować się moim sumieniem. I to – w mojej ocenie, w moim odczuciu – promując jednak – przynajmniej w pewnym sensie – zabijanie, a nie życie…

(!) Zgłoś błąd na stronie