Dostałem wczoraj e-mail od Google, a konkretnie od Google Payments, że „od 1 maja 2021 r. Google zacznie pobierać nowe opłaty za reklamy wyświetlane we Francji i Hiszpanii”. Pomijając już fakt, że od lat nie wyświetlam reklam w ramach Google Ads (dawniej Google AdWords), to w życiu nie zdarzyło mi się wyświetlać reklam we Francji czy Hiszpanii, a tym samym aż ciśnie się na usta „a co mnie to interesuje?!?” (delikatnie to ujmując ;-)).

Koszt operacyjny w Google Ads we Francji i Hiszpanii

A jak mówi pewna „życiowa prawda”, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to (najpewniej) chodzi o pieniądze. I tak coś mi się wydaje, że w tym przypadku faktycznie tak może być. A do tego zdecydowanie nie chodzi tu o moje pieniądze, a pieniądze Google. Bo mam wrażenie, że to taki straszak – we Francji i Hiszpanii wprowadzili podatek od zysków z reklam dla technologicznych molochów, więc musieliśmy im podnieść ceny reklam. Jak wprowadzą w Polsce, to też tak będziemy musieli zrobić…

Od 1 maja 2021 r. będziemy dodawać opłatę do faktur lub wyciągów za reklamy wyświetlane w niektórych krajach:

  • Reklamy wyświetlane we Francji: do każdej faktury lub wyciągu będzie dodawany ustawowy koszt operacyjny w wysokości 2%.
  • Reklamy wyświetlane w Hiszpanii: do każdej faktury lub wyciągu będzie dodawany ustawowy koszt operacyjny w wysokości 2%.

Ustawowe koszty operacyjne zostały wprowadzone, aby pokryć część kosztów wynikających z przestrzegania przepisów dotyczących podatku od usług cyfrowych w Hiszpanii i Francji.

A jakby na potwierdzenie tego mego wrażenia, „okołobranżowe technopudelki” już zaczęły produkować artykuły o tym, że jak taki podatek pojawi się u nas, to poza tym, że będzie to „zamach na wolność mediów”, to ostatecznie koszt tego podatku reklamodawcy przeniosą na konsumenta. I choć jest to możliwe, zwłaszcza w branżach gdzie realna konkurencja jest niewielka, albo nie ma jej w ogóle, to warto zauważyć/przypomnieć, że za kawę czy papier toaletowy w biurze, a nawet wczasy prezesa, też ostatecznie płaci konsument.

Podejrzewam, że jednak może się skończyć tak, że ci reklamodawcy, którzy – słusznie – nie będą chcieli brać na siebie podatków nałożonych na Google (czy Facebooka), po prostu zweryfikują swoje budżety tak, by limity wydatków na poszczególne kampanie już uwzględniały te dodatkowe 2% przerzucane na nich przez Google. I być może to właśnie o to toczy się ta gra, bo dla reklamodawcy w większości przypadków będą to relatywnie małe kwoty, ale już dla takiego Google może nie znacząco odczuwalne, ale w końcu lepiej mieć miliard niż go nie mieć, bo to 2 miliardy różnicy… ;-)

(!) Zgłoś błąd na stronie

Zapraszam do naszego Newslettera - ZERO SPAMu, same konkrety, oraz dostęp do dodatkowych materiałów przeznaczonych dla subskrybentów!

Envato Elements - pobierasz co chcesz, ile chcesz