Envato Elements - pobierasz co chcesz, ile chcesz

Wprawdzie uważam się za osobę dość uważną, ale od czasu do czasu mój system białkowy znajdujący się między uszami coś przeoczy. I tak było kilka dni temu, gdy wieczorem, na szybko, pod wpływem impulsu (i znajomych) postanowiłem kupić bilety na pociąg EIP (Pendolino), by udać się na odbywający się w ten weekend Warszawski Festiwal Piwa. A jak każdy Łowca Super Promo wie, tutaj liczy się czas. I tak ziarnko do ziarnka, i się naciąłem na dodatkowe opłaty związane z płatnością kartą kredytową mBanku.

Zapamiętać, że mBank API to nie to samo co mTransfer

Od razu zaznaczę, że nie była to wina banku, a moja. Wynikająca z pośpiechu połączonego z rutyną wynikającą z wielu lat korzystania z szybkich płatności mTransfer, gdzie jako źródło pieniędzy zazwyczaj wybieram kartę kredytową. Tym razem jednak coś poszło nie tak, bo w historii operacji oprócz płatności za bilety znalazłem dodatkowe prowizje:

Kojarząc, że przecież płaciłem przez bramkę Tpay, gdzie wybrałem mBank, tak jak wielokrotnie na wielu stronach to robiłem, takich opłat być nie powinno, skontaktowałem się z bankiem.

Tutaj dostałem informację, że obecnie – częściowo wynika to z dyrektywy PSD2 – banki udostępniają API, za pomocą którego podmioty zewnętrzne mogą się z nimi integrować. I choć mBank ma do tego celu przewidzianą usługę mTransfer, to dany operator płatności (integrator płatności) może, zamiast tego skorzystać z API. Wtedy niestety płatność kartą zostanie potraktowana jako zwykły przelew z karty, a tym samym zostaną naliczone dodatkowe opłaty.

Jeden z pierwszych ekranów to wybór banku, gdzie wybrałem standardowo ikonę mBanku (oznaczoną mBank zamiast mTransfer, co już powinno być pierwszym sygnałem ostrzegawczym):

Kolejny krok to wyborów między BlikiemmBankiem, więc w moim przypadku wybór oczywiście pada na mBank (w końcu, gdybym chciał zapłacić Blikiem, to bym go wybrał na poprzednim ekranie):

W kolejnym kroku zgodnie z przewidywaniami pojawił się ekran logowania do mBanku:

I może nie byłoby tu nić nadzwyczajnego, gdyby nie tytuł „mBank API”, oraz adres strony:

https://online.mbank.pl/pl/mbankapi

Ale powiedzmy, że można na te 2 mimo wszystko drobne elementy nie zwrócić uwagi. Za to następny krok, po wybraniu jako źródła pieniędzy aż krzyczy ostrzeżeniami:

Oprócz informacji o kosztach transakcji jest też niebieski baner z informacją, że korzystamy z mBank API, a tym samym za przelew z karty kredytowej zostanie pobrana opłata:

Korzystasz z mBank API. Za przelew z rachunku karty kredytowej pobierzemy od Ciebie opłatę zgodnie z naszym cennikiem, wysokość opłaty pokazujemy powyżej.

Oczywiście w teorii nie można wykluczyć, że ten komunikat został dodany po mojej reklamacji, ale raczej instytucje typu banki, w tak ważnych systemach, jak systemy transakcyjne nie działają „od ręki”. Przynajmniej jeśli naprawdę nie muszą. Stad raczej stawiam, że wszystkie te informacje były dostępne, gdy ja robiłem oba feralne przelewy z karty kredytowej po mBank API. Pospiech i rutyna (przyzwyczajenie, że jak jest mBank, to jest mTransfer, a nie mBank API).

I choć Tpay ma w swojej ofercie mTransfer, to w serwisie Bilkom.pl z jakiegoś powodu mBank podpięty jest po API. I choć gdy wiadomo, na co zwracać uwagę, wszystko wydaje się oczywiste, to jak mówię – pośpiech i rutyna w tym przypadku mnie pokonały. Więc ten artykuł jest nie tylko po to, by zwrócić na to uwagę innych, ale również po to, by mi się to solidnie utrwaliło w głowie. Zwłaszcza że tym razem kwoty prowizji nie tylko były relatywnie niewielkie, ale mBank w drodze wyjątku (lekcji?) mi je anulował… :-)

(!) Zgłoś błąd na stronie